czwartek, 26 grudnia 2013

You are my hero.

Tytuł: You are my hero.

Autorka: @RoomJDirection

Bohaterowie: W roli głównej Louis Tomlinson i Harry Styles (Larry). Występują także Niall Horan, Zayn Malik oraz inne postacie.

Od autorki: Dam dam dam. Hehe hejcia sooooo. Wiem ze długo nie dodawałam i spodziewaliście się trzeciej części imaginu z Harrym i Sylwia, ale postanowiłam, że muszę to dodać, bo nie wytrzymam. A no i moje opóźnienie wynikało z tego ze komputer mi padł i prawie cały pisałam na telefonie, co było męczarnią serio. Na przerwach i lekcjach pisałam tak ze mi palce drżały od ciągłego trzymania telefonu. Ale w miedzy czasie czytałam masę blogów i imaginów sama się sobie dziwie, bo ja nienawidziłam czytać jakieś 2 lata temu no ale nic :) myślę ze zaskoczę was tym imaginem, bo starałam się przekazać w nim więcej emocji, uczuć, a mniej dialogu i jestem bardzo dumna z tego imaginu wydaje mi się ,że do tej pory jest to najlepszy imagin :)

Podziękowania: Dla Ewy, bo to ona mi sprawdzała błędy (Jeśli są jakieś błędy, to przepraszam, ale sprawdzałam to dość późno :) ~ Ewa)

Przeprosiny: Dla Sylwii, wiem, że chcesz kolejną część z Tobą, ale musiałam to napisać.

Uwaga: Zawiera miłość mesko-męską. Jeśli nie odpowiada ci coś takiego wyjdź od razu.

AU - One Direction nie istnieje.

Natchnieniem był pewien mały chłopczyk. Kiedy wracałam ze szkoły mały chłopczyk szedł przede mną i patrzył w księżyc. To była moja inspiracja może dziwna ale tak mi przyszło na myśl. Dziękuję ci tajemniczy chłopczyku!





Jak co wieczór spacerowałem ulicami Londynu by nabrać sił przed kolejnym tydzień wykładów na uczelni. Tak, jestem studentem i dobrze mi idzie. Zdaje wszystkie zaliczenia i jestem na wszystkich wykładach nigdy nie imprezuję. Skoro rodzice płacą za studia to znaczy, ze mam się uczyć, a nie balować gdzie się da i zaliczać wszystko co się rusza. Piątkowy uczeń można tak powiedzieć. Nie mam nikogo i nie potrzebuję nikogo. Chyba... Nie myślałem nigdy o tym. Nie potrzebuje mieć swojej "drugiej połówki" chce się skupić na nauce. A poza tym dla mnie trudno znaleźć drugą połówkę. Jestem gejem co wiem od zawsze nigdy nie ciągnęło mnie do dziewczyn nie czuje się z tym źle. Rodzina to akceptuje może dlatego, że nie przyprowadzam swoich partnerów do domu? Sam nie wiem.
Spojrzałem w księżyc który był dzisiaj w pełni. Usłyszałem jakieś głosy w dalszej części parku zwróciłem tam wzrok. Trzech mężczyzn stało i rozmawiało ze sobą.
-Kasa! - jeden z nich wyciągnął rękę.
-Nie mam mówiłem wam - odezwał się ten stojący naprzeciwko pozostałej dwójki.
-Nie obchodzi nas to kasa miała być na dzisiaj! - krzyknął trzeci.
-Dajcie mi 2 miesiące wykombinuję tą kasę tylko dajcie mi czas.
-Tomlinson miałeś swój czas.
-Dajcie mi miesiąc tylko miesiąc.
-Już za długo czekaliśmy.
Najwyższy z nich podniósł rękę i wymierzył najniższemu z trójki w twarz. Zatoczył się parę kroków do tyłu kolejny zrobił to samo tylko w brzuch. Niższy chłopak próbował się obronić, ale nie dawał im rady opadł na ziemie, a oni zaczęli go kopać dopiero wtedy mój zdrowy rozsadek wrócił i biegiem ruszyłem w ich stronę.
-Zostawcie go! - krzyknąłem.
Odwrócili się do mnie i zaraz zaczęli uciekać w przeciwną stronę.
Podbiegłam do tego chłopaka leżał skulony na chodniku. Przykucnąłem obok niego.
-Słyszysz mnie? - zapytałem.
-Yhyhm. - mruknął w odpowiedzi.
-Wstań teraz.
Chwyciłem go delikatnie za lewą rękę i pomogłem wstać.
-Ała. - chwycił się na brzuch i zgiął w pół.
-Wyprostuj się.
-Ale to boli - wychrypiał.
-Wiem, że boli wyprostuj się.
Powoli wyprostował się rękę nadal trzymając na brzuchu.
-Nie dotykaj brzucha bo masz gorącą rękę.
-Ale to boli.
-Masz coś zimnego ze sobą? - zaprzeczył ruchem głowy. - Ymmmm ja mam zimne ręce będzie ci lepiej okej?
-Yhym.
Przyłożyłem zimną dłoń pod jego koszulkę na brzuch. Drgnął szybko.
-Nie ruszaj się.
Po jego koszulce kapała krew lecąca z nosa i wargi. Wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę i podałem mu.
-Przyłóż do nosa i się lekko pochyl.
Wykonał moje polecenie.
-Wytrzymaj już dzwonie po karetkę - sięgnąłem po swój telefon do kieszeni.
-Nie proszę, nie dzwoń - powstrzymał mnie.
-Pobili cię i to dość poważnie, muszę.
-Nie oni zadzwonią na policje, błagam nie.
-No dobrze gdzie mieszkasz?
-Nie jestem z Londynu. Przyjechałam na chwile do rodziny, ale oni nie mogą mnie zobaczyć w takim stanie.
-Okej to zabiorę cię do siebie i tam opatrzę. Chodź.
Wolnym krokiem ruszyliśmy do mojego mieszkania.
-Masz możne jeszcze jedna chusteczkę? - zapytał podnosząc głowę i patrząc w moje oczy.
Poczułem jakby mnie coś kopnęło błękit jego oczu jest porażający. Jego brązowa grzywka opadała na czoło, a na głowie panował chaos. Moje serce zabiło szybciej. Ocknąłem się i podałem mu chusteczkę. Doszliśmy do mojego mieszkania. Cały czas moją dłoń trzymałem na jego obolałym brzuchu. Wyciągnąłem klucze z kieszeni i otworzyłem drzwi.
-Wchodź - rozkazałam, a on posłusznie wykonał moje polecenie.
Położyłem klucze na komodzie i przekręciłem zamek w drzwiach.
-Prosto i w lewo tam jest salon usiądź na kanapie, a ja idę po apteczkę.
-O-okej.
Ruszył przed siebie, a ja ruszyłem do toalety. Chwyciłem apteczkę, płatki kosmetyczne oraz namoczyłem delikatnie ręcznik. Namoczyłem jeszcze kilka płatków kosmetycznych w wodzie i ruszyłem do salonu. Siedział na kanapie pochylony lekko do przodu, a do nosa miał przyłożoną chusteczkę. Usiadłem obok niego. Podniósł na mnie wzrok jego oczy lekko się szkliły.
-Chodź. Najpierw musisz wyczyścić nos.
Podniosłem się z kanapy, a on zrobił to samo. Pokierowałem go do toalety.
-Wydmuchaj nos i wyczyść go z krwi bo ja ci palców do nosa nie wsadzę.
Zaśmiał się delikatnie.
-Jak skończysz to przyjdź do salonu.
-Okej - wydusił z siebie.
Ja wróciłem do salonu. Usiadłem na kanapie i wyciągnąłem wszystko z apteczki. Zaraz zjawił się chłopak i usiadł na kanapie.
-Opatrzę ci rany okej? Tylko nie krzycz, jak będzie bolało.
-Postaram się.
Nasączyłem płatek kosmetyczny wodą utlenioną.
-Będzie trochę szczypać.
Zacząłem delikatnie obmywać jego rozcięty łuk brwiowy. Syknął z bólu i automatycznie odsunął głowę.
-Nie odsuwaj się to nic nie da.
-Ale to szczypie.
-Wiem no dasz rade nie pękaj.
-Ugh....
Znów zacząłem obmywać jego ranę.
-To zawsze tak bolało? - zapytał.
-Tak zawsze - zaśmiałem się. - Nigdy nie miałeś czegoś rozwalonego i mama nie używała wody utlenionej?
-Używała, ale to było jakieś 12 lat temu.
-No wiec powiem ci, że to jest to samo.
-Nie pocieszyłeś.
Uśmiechnąłem się. Zmieniłem płatek kosmetyczny na ten wilgotny i oczyściłem ranę i następnie nakleiłem plaster. Zająłem się jego rozwaloną wargą.
-Otwórz usta - wykonał moje polecenie, ale nie tak jak chciałem. Chwyciłem jego podbródek i otworzyłem mu szerzej usta. Przyłożyłem do jego rozciętej wargi płatek kosmetyczny nasączony woda utlenioną on natychmiast zamknął usta gryząc mnie przy tym w palec i to wcale nie słabo. Odruchowo "porwałem" swój palec z jego ust. Zabrał płatek ze swojej wargi.
-Ugryzłem cię?
-Tak.
-Przepraszam o matko nie chciałem to przez przypadek, ale to cholernie szczypało. Przepraszam.
-Nic się nie stało już nie raz mi się to zdarzyło tylko ty ugryzłeś mnie znacznie mocniej.
-Przepraszam. Ale nie leje się krew? - zapytał z przerażeniem.
-Nie. Nic się nie stało zdarza się. Ale teraz się nie ruszaj, a jak jeszcze raz mnie ugryziesz to ci oddam.
-Okej - zaśmiał się.
Dalej opatrywałem jego ranę. Gdy skończyłem nakleiłem tam plaster.
-No to twarz z głowy. Jak z tym brzuchem?
-Boli.
-A jakieś nowości, bo to już słyszałem.
-Bardziej boli?
-Nie to chciałem usłyszeć. Okej wstawaj i zdejmij koszulkę.
-Co?
-Wstań i zdejmij koszulkę.
-Po co mam zdejmować koszulkę? - zapytał z przerażeniem.
-Bo nie mam co robić tylko kazać ci się rozbierać - zrobił duże oczy. - Żartuję. Muszę chyba ci coś zrobić z tym brzuchem nie sądzisz?
-O-okej.
Wstał powoli i chciał zdjąć koszulkę, ale jękną głośno.
-Kurwa... - przeklął pod nosem.
-Co jest?
-Bark mnie boli nie mogę ruszać ręką.
Obszedłem go i zerknąłem na jego prawy bark. Był spuchnięty. Chwyciłem jego rękę i chciałem ja podnieść.
-Ała! Kurwa to boli! - wydarł się na całe mieszkanie.
-Wybity.
-Co?
-Masz wybity bark.
-Jak to i co teraz?
-Mogę ci go nastawić, ale to boli albo do szpitala.
-Nastawisz - powiedział natychmiast.
-Dobra, a teraz trzeba ci ściągnąć koszulkę.
Chwyciłem za nożyczki i przyłożyłem do materiału.
-Ej chwila nie da się inaczej?
-Podniesiesz rękę?
-Nie.
-No właśnie.
-Dobra, tnij.
Zacząłem ciąć materiał od dołu do góry wzdłuż torsu. Rozciąłem całą i pomogłem mu zdjąć z obolałej ręki. Kleknąłem przed nim. Jego brzuch wyglądał dość kiepsko cały był siny, ale było mu wydać wyrzeźbione mięśnie i to jakie. Chyba się lekko zaczerwieniłem. Szlak!
-Jak już przede mną klęczysz to przydałoby się przedstawić. Jestem Louis.
Popatrzyłem na niego z dołu, a na jego twarzy malował się piękny uśmiech.
-Harry - odpowiedziałem.
-Skąd wiesz jak masz mnie opatrzyć i skąd wiesz, że mam wybity bark?
Chwyciłem do ręki maść łagodzącą ból wycisnąłem sobie na rękę i zacząłem rozsmarowywać na jego brzuchu. Szlak jego mięśnie! Przypomniałem sobie o jego pytaniu.
-To jak cię opatrzyć wie 15-latek, bo uczą tego w szkołach, a poza tym to studiuję medycynę więc takie coś to nic.
-Aha czyli to, że ratujesz życie innym jest na porządku dziennym? Wypisane do kalendarzyka i na karteczce na lodówce "uratować jakiemuś debilowi życie".
-Nie jesteś debilem.
-Jestem, uwierz, jestem.
-Ja powiedziałem ci coś o sobie teraz twoja kolej czego chcieli ci kolesie?
-Nie ważne.
-Ważne, mów szybko.
-Jestem im winien kasę.
-Za co?
-Pożyczyłem od nich kasę na rozkręcenie swojego zespołu. Mieliśmy napisanych kilka dobrych kawałków wiesz chcieliśmy nagrać demo mieliśmy trochę swoich oszczędności, ale to było za mało a nie dadzą mi kredytu na jakieś szczeniackie marzenie. Spotkałem ich przypadkowo i od słowa do słowa okazało się, że mogą mi pomoc. Pożyczyłem od nich 70 tysięcy + 10 odsetek zgodziliśmy się gdyby zespół wypalił od razu oddalibyśmy im kasę, a do tego wszyscy pracowaliśmy nie, ale zespół się rozpadł, a oni stwierdzili, że ja pożyczałem to ja mam spłacać pracowałem mogłoby się to udać, ale przed wczoraj straciłem pracę i teraz gówno mam, a ci idioci mi nie odpuszczą.
-A rodzice?
- Rodzice myślą, że uczciwie zarobiłem te pieniądze w pracy nie mogę im powiedzieć prawdy.
-Louis prawda jest zawsze lepsza niż kłamstwo - chwyciłem do ręki gazę przyłożyłem do niego brzucha i owinąłem go bandażem elastycznym. - Już - podniosłem się z kolan i stanąłem na przeciwko niego.
-Dzięki.
-Połóż się na kanapie nastawie ci bark.
-To będzie bolało?
-Niestety, ale tak.
-A bardzo? - zapytał piskliwym głosem.
-Bardzo, ale tylko przez chwilę później będzie lepiej - posłałem mu ciepły uśmiech.
-Okej.
Położył się na kanapie tak jak mu kazałam.
-Weź ręcznik i zagryź go mocno - podałem mu ręcznik.
-Ale po co?
-Nie chce żeby cię cały Londyn słyszał jak się drzesz.
-To aż tak boli?
-Wolę zapobiec temu jakby cię bardzo bolało.
-Okej.
Zdrową ręką przysunął ręcznik do ust i zagryzł mocno.
-Gotowy? - zapytałem. Pokiwał głową. - Zrobię to szybko żeby cię nie bolało, ale nie możesz się ruszyć jasne? Lewą rękę schowaj pod plecy - zrobił tak jak mu kazałem podniosłem nogę i przyłożyłem do jego klatki przyciskając lekko. - To na wypadek gdybyś się rzucał - pokiwał głową. - No to zaczynamy.
Podniosłem jego rękę i szybko nastawiłem. Tak jak myślałem nawet przez ręcznik krzyk był ogłuszający, a on zaczął się wyrywać. Położyłem jego rękę przy jego boku zginając ją w łokciu i kładąc na jego brzuch. Uspokoił się. Wyjąłem mu ręcznik z ust.
-Już po wszystkim.- posłałem mu ciepły uśmiech.
-Gdyby nie to, że mi tak pomogłeś zabiłbym cię. To cholernie boli.
-Jestem tego świadomy, ale musiałem to zrobić.
-Tak wiem i jestem wdzięczny.
-Leż cały czas ja zaraz wrócę.
-Okej.
Pobiegłem szybko do mojej sypialni przebrałem się w luźne dresy i zwykły t-shirt. Zgarnąłem do ręki parę szarych dresów T-shirt i temblak (takie coś co trzyma ci rękę w jednej pozycji). Zszedłem po schodach Louis nadal leżał plecami na kanapie i dość ciężko oddychał. Podszedłem do niego, do czoła miał przyklejone mokre kosmyki włosów, a w oczach łzy nie chciałem mu robić krzywdy, ale nie chciał jechać do szpitala zresztą tam zrobiliby mu to samo co ja w domu. Przeniósł wzrok na mnie i słabo się uśmiechnął.
-Boli co?
-Cholernie. I chyba zaraz zacznę beczeć, a często tego nie robię.
-Płacz jeśli ma to coś pomóc. Załóż bluzkę i czyste spodnie i usztywnię ci tą rękę - podałem mu wcześniej zabrane rzeczy.
Podniósł się delikatnie z kanapy chwycił T-shirt po czym założył go na siebie to samo zrobił z ja sami które były brudne od błota kurzu i krwi. Założyłem mu temblak na rękę.
-Nie możesz nią ruszać okej?
-Okej.
-No to już po wszystkim.
-Harry... Dziękuję - uśmiechnął się uroczo.
-Nie ma za co.
-Jest nie wiem jak ci się odwdzięczę.
-Coś wymyślimy. - posłałem mu uśmiech które odwzajemnił. - Jesteś głodny? Może zrobię coś do jedzenia, bo umieram z głodu.
-W sumie dobry pomysł. Też jestem głodny.
-To chodź.
Ruszyłem do kuchni. Mój brzuch domagał się jedzenia!

Stanąłem za blatem, a Louis usiadł na krześle naprzeciwko mnie zdrową rękę kładąc na blacie.
-To co byś zjadł? - zapytałem.
-Cokolwiek byle szybko bo jestem głodny.
-Jak szybko to pizza odpada....
-A to ja jeszcze wytrzymam chwilę - wyszczerzył swoje białe ząbki.
-Okej no to pizzaaaaaaa! - krzyknąłem.
Wyciągnąłem potrzebne składniki i zacząłem zabawę w robienie pizzy. Po pół godzinie wsadziłem ją do piekarnika.
-Za ile będzie? Umieram z głodu! - wrzasnął Louis.
-Za niecałe pół godziny. Wytrzymasz.
-Muszę.
-Masz napij się przestaniesz odczuwać taki głód - podałem mu butelkę wody.
-Nie chce pić chce jeść - powiedział marszcząc brwi.
-To musisz poczekać.
-No dobra.
Po pół godziny pizza była gotowa. Pokroiłem ją na równe części i podałem Louis'owi.
-Nareszcie!
-Smacznego.
-Nawzajem.
Zajadaliśmy w ciszy pizzę.
-Matko jaki byłem głodny! 
-Ja też. Smakowało? - zapytałem.
-I to jak! Gdybym miał jeszcze miejsce zjadłbym jeszcze - zapadła cisza ja zacząłem zbierać brudne naczynia za stołu i wsadzać je o zmywarki. - Po co to robisz? - zapytał nagle. Odwróciłem się do niego przodem i zmarszczyłem brwi.
-Ale co?
-Po co  mi pomagasz? Po co chcesz wszystkim pomagać? - zapytał a moje serce zabiło mocniej nie chciałem o tym mówić.
-Nie ważne.
-Ważne proszę powiedz jestem ciekawski i chce wiedzieć.
Schowałem resztę na żyć do zmywarki i usiadłem przy blacie.
-Powiesz? - zapytał z nadzieja w glosie.
-Nie wystarczy ci odpowiedz ze lubię pomagać innym?
-Nie na pewno jest jakiś konkretny powód - podszedł do mnie i usiadł obok. - Mów.
-Jak byłem młody ktoś mnie zranił...
-Kto? Opowiedz mi o tym.
-Miałem wtedy 16 lat wszystko było okej no prawie wszystko... Miałem wtedy... Miałem wtedy chłopaka... - zamilkłem oczekując jego reakcji ale on nic nie powiedział. Przeniosłem wzrok na niego.
-Chłopaka?
-Tak chłopaka... Bo ja jestem gejem.
Spuściłem wzrok na moje splecione ręce na blacie a do oczu napłynęły mi łzy. Pewnie zaraz ucieknie i wyzwie mnie od pojebanych pedałów. Ale on nic nie powiedział. Znów na niego popatrzyłem jego twarz pozostała nie zmieniona.
-Nic nie powiesz? - zapytałem.
-A co mam powiedzieć?
-No nie wiem na przykład ze jestem pierdolonym gejem i ze się mną brzydzisz?
-Nie obchodzi mnie orientacja innych ludzi to ich własną prywatna spraw, a ja nie jestem homofobem, a poza tym sam nie jestem lepszy.
-Co znaczy ze nie jesteś lepszy?
-Jestem biseksualny... - moje oczy przybrały kształt spodka. - Pewnie to dla ciebie szok. Jeśli chcesz mogę wyjść.
-Nie. Zostań proszę.
-Mów dalej bo ci przerwałem.
-A no tak wiec miałem chłopaka wydawało się ze jest idealnie byłem pewny ze on to tej jedyny, że z nim spędzę resztę życia on sam tak mówił. Ale okazało się ze to wszystko było na pokaz. Ośmieszył mnie przed wszystkimi każde nasze spotkanie nagrywał wszystko miał nagrane upokorzył mnie, ja go naprawdę kochałem, a on złamał mi serce. Nikt nie wiedział, jak się czuje nikt nie umiał mi pomoc. Mama i siostra starały się mnie pocieszać doradzać, ale one nie wiedziały, jak to jest byłem nawet z tym u psychologa, ale to nic nie dało nikt nie umiał mi pomoc. Ale najgorsze jest to ze nawet przez to co mi zrobił ja w głębi duszy nadal go kocham i nie potrafię przestać. -z moich oczy samowolnie popłynęły łzy.
-Przykro mi nie powinno cię to spotkać. - położył rękę na moim ramieniu. - Ale skoro już wiem co skłoniło cię do pomagania innym odpowiedz mi na jedno pytanie. Ty cierpiałeś psychicznie, a studiujesz medycynę czyli będziesz pomagał w bólu fizycznym, wiec czemu nie zdecydowałeś się iść na psychologie miałbyś zapewne większe doświadczenie, bo to cię spotkało pomogło by ci rozumieć problemy innych.
-Ale ból psychiczny jest często podstawa bólu fizycznego... Ja po tym wszystkim zadawałem sobie ból fizyczny ciałem się, bo myślałem ze to coś da ze zapomnę o bólu psychicznym, ale to nic nie dało. Lekarz u którego byłem stwierdził, że przez to co mi się przytrafiło mógłbym pomagać innym to on pokierował mnie na ta ścieżkę,  tak zostali do teraz chce pomagać innym nie chce żeby ktokolwiek był w takiej sytuacji jak ja nie chce żeby ktoś cierpiał.
-Harry to bardzo szlachetne z twojej strony. Na pewno wielu ludziom pomożesz. Pomogłeś już mi a przecież nie musiałeś.
-Musiałem. Obiecałem sobie kiedyś, że gdy zobaczę kogoś w potrzebie nie zawaham się przyjść mu z pomocą.
-Gdyby nie ty prawdopodobnie bym nie żył dziękuję ze mi pomogłeś. I dziękuję ze się przede mną otworzyłeś.
Uśmiechnąłem się do niego.
-Chodź podglądamy tv. - złapał mnie za dłoń i pociągnął w stronę salonu.
Usiedliśmy na kanapie i oglądaliśmy tv. On jest bi. Nie dociera to do mnie nadal. Nie to ze czuje obrzydzenie ale wychodzi ba to ze mogę mieć jakieś szanse. Chciałbym go pocałować. Ale on na pewno kogoś ma. Jest przystojny trochę szalony... Ale na pewno kogoś ma.
-Zimno mi. - usłyszałem jego głos przy moim uchu.
Przytulił się do mojej ręki kładąc głowę na ramieniu. Moje serce zaczęło nic w zadziwiająco szybkim tempie. Wtulił się bardziej w moje ramie. Louis wiesz ze jestem homoseksualny dlaczego mi to robisz?!
-Nie przeszkadza ci to prawda? - wyszeptał w moje ucho.
-Nie... Jest okej.
Starałem się opanować moje emocje. Czemu tak reaguje na najmniejszy jego ruch? To nie powinno się dziać. Tak zaufałem mu powiedziałam coś co przed wszystkimi ukrywałem.
-Idziesz jutro na wykłady tak? - zapytał dalej wpatrując się w telewizor.
-Tak jutro są wykłady, ale nie długo możliwe ze wrócę zanim się obudzisz. Mam na 7 do 12.
-Zostawisz obcego człowieka samego w swoim domu? - zapytał patrząc na mnie.
-Nic nie ukradniesz, bo będziesz spal, a poza tym wierze ci. Nie mam powodu się bać, że nagle znikniesz prawda?
-Prawda nigdzie się stad nie ruszę. - uśmiechnął ukazując rząd białych ząbków.
Mój telefon dal o sobie znać wibrując krótko w mojej kieszeni. Wyciągnąłem urządzanie z kieszeni. SMS. Wcisnąłem opcje pokaz.
Od Zakochany w Zaynie:
"Wyskakuj ze swojego nudnego mieszkania idziemy do klubu! Może ci kogoś znajdziemy! Ruszaj się! Jutro nie mamy wykładów zabalujemy kujonie!"
Jak zawsze "normalny" Niall. Czyli jutro nie mamy wykładów dobrze się składa.
Do Zakochany w Zaynie:
"Czemu nie ma wykładów? Ja nigdzie nie idę mam gościa. Idź sam z Zaynem."
Od Zakochany w Zaynie:
"Koleś sobie z rodzinka wyjechał -.- Kogo tam masz??!! Błagam powiedz, że to nie twoja mama ani Gemma tylko jakiś koleś. Błagam! Zayna nie ma :'( jest w pracy znów! Ja bez niego się zanudzę zaraz, dobrze, że wraca za 2 godziny będzie koleinie spędzona noc :D"
Louis także przeczytał wiadomość od mojego przyjaciela i wybuchł śmiechem.
Do Zakochany w Zaynie:
"To nie mama ani Gemma. To Louis. Błagam nie pisz mi jutro w szczegółach o waszej nocy, bo serio mam to gdzieś."
Od Zakochany w Zaynie:
"Louis??!! Kto to? Ładny? Jaki ma tyłek? Przeleciałeś go już?"
-Widzę ze twój przyjaciel jest bardzo ciekawski. - zaśmiał się.
-Nawet nie wiesz jak.
-Wiesz w sumie nie mam zarzutów do moich pośladków. - powiedział spoglądając na nie. Moje policzki zarumieniły się, gdy podążyłem za jego wzrokiem. Przeniosłem wzrok na ekran telefonu.
Do Zakochany w Zaynie:
"Zdaje się ze masz chłopaka. Czekaj jak mu jest Z... A tak wiem Zayn miłość twojego życia."
Od Zakochany w Zaynie:
"Bo tak jest! Zayn to miłość mojego życia! A to czy się pytam o takie rzeczy, to normalne my sobie ufamy i nie robimy awantur jak ten drugi popatrzy się na tyłek innego."
Do Zakochany w Zaynie:
"No to macie do siebie duże zaufanie...."
Od Zakochany w Zaynie:
"Nawet nie wiesz jak duże :) tylko szkoda ze go tutaj nie ma :( chce żeby już wrócił i mnie przytulił."
Do Zakochany w Zaynie:
"On zarabia na to żebyś mógł codziennie wpieprzać, co ci się na rękę nawinie i na twoje studia po części też!"
Od Zakochany w Zaynie:
"Harry ty napisałeś wpieprzać wszystko dobrze? Ty nigdy nie przeklinasz. A poza tym wiem o tym, że zarabia na nas, ale tęsknie ze nim, ty powinieneś wiedzieć, co to znaczy za kimś tęsknić."
Serce mnie zakuło. Niall wiedział o wszystkim i wiedział, że to wszystko boli bardzo i wiedział, że chodź on mnie zranił ja za nim tęsknię. Wiedział o tym i napisał to wiedząc, że to zawsze przywołuje bolesne wspomnienia. Nie wierze ze to zrobił...
Do Zakochany w Zaynie:
"Nie wierze ze to napisałeś. Wiesz jak bardzo mnie to boli, gdy tylko przypomnę sobie o nim. A ty od tak mi o tym przypominasz, jeśli ta rozmowa dalej ma być taka, to już nie chce z Tobą pisać... Część."
Nacisnąłem szybko wyślij i zablokowałem telefon, żeby Louis nie mógł tego przeczytać. Zmarszczył brwi patrząc na mnie, a ja swój wzrok odwróciłem w stronę telewizora. Wpatrywałem się tępo w niego. Te słowa zawsze bolały, a od Nialla bolały jeszcze bardziej, bo to on mnie pocieszał, kiedy przyjechałem do Londynu i nie umiałem się odnaleźć w tym świecie. To on przywalił Tomowi za to co mi zrobił, gdy przyjechaliśmy za tydzień do Holmes Chapel. A teraz tak po prostu mi o tym przypomniał. Odłożyłem telefon na drugi koniec kanapy. Kolejny raz zawirował,  ale nie miałem chory pisać z Niallem.
-Nie przeczytasz? - do moich uszu dobiegł jego delikatny głos.
-Ummm to nic ważnego.
-To na pewno Zakochany w Zaynie kimkolwiek on jest.
-To Niall mój przyjaciel.
-Rozumiem. Czemu już nie chcesz z nim pisać? Nie zdążyłem przeczytać twojego smsa.
-Ummm. To .... Ummm.. To nie ważne...
-Chodzi o tego chłopaka? - zapytał łagodnie. - Nie przepraszam, nie powinienem pytać to twoja prywatna sprawa.
-Dziękuję, że to uszanujesz.
-Nie ma sprawy.
-Jeśli nie chcesz o czymś mówić, to to uszanuje jestem ciekawski, ale jeśli ktoś nie chce o czymś rozmawiać to uszanuje to, nie niekiedy też tak mam.
Posłałem mu uśmiech, który odwzajemnił. Odwrócił twarz w stronę telewizora, a ja wpatrywałem się w jego twarzy. On jest piękny. Innego słowa nie mam na określenie jego piękna. Jego potargane włosy wyglądające jakby dopiero wstał z łóżka i przeczesał je ręką, ale pewnie umorzenie ich zajmowało mu masę czasu. Jego cudowne niebiesko-szare oczy, w który tonąłem. Jego pełne różowe wargi, które gdy rozciągały się w śmiechu, ukazywały rząd białych zębów oraz pełne policzki. Jego cudowne ciało, które mogłem dotknąć. Jego cudowny zapach, który mógłbym wdychać godzinami i nigdy by mi się nie znudził. Całość wyglądała przepięknie, a świadomość, że właśnie leży przytulony do mojego ciała napawała mnie ogromna radością. Robili się coraz ciemniej. Oglądaliśmy w spokoju film. Znaczy wokół nas panował spokój, ale we wnętrzu mojego ciała odbywała się bitwa. Czy go dotknąć, czy nie, czy posmakować jego ust, czy nie. Nie, nie, nie, nie mogę o nim tak myśleć NIE! Ze zmęczenia moje powieki opadły i pogrążyłem się w krainie Morfeusza.
Następnego dnia otworzyłem delikatnie oczy, przygotowując się na oślepiający blask słońca, ale to nie nastąpiło. Otworzyłem szeroko oczy, a do moich uszu dobiegł dźwięk kropli uderzających o szybę. Wziąłem głęboki oddech i zorientowałem si, że coś ciężkiego leży na moim ramieniu pomiędzy mną a oparciem kanapy. Przetarłem oczy dłonią i dostrzegłem przed sobą Louisa. Moje serce zaczęło łomotać jak szalone. Uspokój się Styles! To tylko Louis... Jego oczy otwarły się, a jego wzrok padł na mnie. Jego usta momentalnie rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
-Oops.
-Hi.
-Cześć Haz - uśmiechnął się uroczo pokazując rząd białych zębów. - Emmmm... Prze... Przepraszam ale zasnąłem nawet nie wiem kiedy po prostu byłem zmęczony i...
-Nic się nie stało Lou - posłałem mu pokrzepiający uśmiech.
Uwolniłem się spod jego ciała i podniosłem na nogi.
-Idę pod prysznic poczekaj tu i się nie ruszaj, jak przyjdę to zmienię ci opatrunek.
-Nigdzie się nie wybieram.
Na moje usta wpełzł uśmiech. Dlaczego przez powiedzenie kilku słów ja tak reaguje? Pobiegłem szybko do toalety, by nie musiał czekać na mnie długo. Wziąłem szybki prysznic. Owinąłem się ręcznikiem w biodrach i szybko poszedłem do swojego pokoju nałożyłem czyste ubrania. Włosy szybko wysuszyłem pozostawiając je porozwalane na całej głowie tak jak zawsze. Z wielkim uśmiechem na twarzy skierowałem się do salonu. Louis leżał na kanapie z zamkniętymi oczami, ale gdy podszedłem bliżej otworzył je, a na jego ustach pojawił się uśmiech. Okrążyłem kanapie zwalając jego nogi, co zmusiło go do usiąścia.
- Zmienię ci plastry chodź.
Wstał i ruszył za mną do kuchni. Odkleiłem mu plaster z brwi i wargi. Podciągnąłem koszulkę i ściągnąłem bandaż oraz ściągnąłem temblak.
-Idź pod prysznic tylko uważaj na rękę, jak przyjdziesz to znów ci założę.
-Dobrze, mamo - zaśmiał się na określenie, które wypłynęło z jego ust.
-Nie nazywaj mnie tak! - oburzyłem się. - Nie jestem nadopiekuńczy, jeśli o to ci chodzi.
-Jesteś.
-Wynocha pod prysznic, bo ci śniadania nie zrobię!
-To ja już sobie pójdę.
Grzecznie pomaszerował do toalety. Usłyszałem dźwięk spływającej wody. Louis tam był, był za ścianą kompletnie nagi pod strumieniem wody. Zacząłem wyobrażać sobie ta scenę. Czemu tu tak gorąco? Na moich policzkach pojawiły się rumieńce, a serce zaczęło nic szybciej. Już zrobiłem krok do przodu żeby tam iść, wkraść się mu do toalety, ale otrząsnąłem się od razu i opanowałem swoje emocje. Co z tego, że za ścianą jest on cały nagi? Przecież to nic... Wytrzymam. Opanowałem nerwowe bicie serca.
Zabrałem się za robienie śniadania. Ale co mógłbym zrobić? Może naleśniki? Nieee... Wyglądało by to jakbyśmy byli para, a ja próbowałbym mu umilić dzień słodkim śniadaniem. Po chwili namysłu zdecydowałem się na jajecznicę z papryka i bekonem. Przed zaczęciem włączyłem radio, gdzie puszczali moje ulubione piosenki. Czyżby mój szczęśliwy dzień? Kroiłem wszystko do naszego śniadania i śpiewałem do muzyki.
-Baby, baby, baby ohhhhhhh like baby, baby, baby ohhhhhh...
-Ładnie śpiewasz - podskoczyłem na dźwięk jego głosu i natychmiast się zarumieniłem. Czmychnąłem do radia i ściszyłem je.
-Ummmmmm dzięki - wyszeptałem lekko speszony.
Przestałem robić śniadanie i podszedłem do niego. Nakleiłem nowe plastry, a na rękę założyłem temblak. Kontynuowałem robienie jajecznicy. Gdy skończyłem rozdzieliłem ją na równe części i nałożyłem na talerze.
-Nie wiem co pijesz, więc poczekałem aż przyjdziesz, kawa czy herbata?
-Normalnie kawę na postawienie na nogi, ale jestem wyjątkowo rozbudzony, wiec poproszę herbatę.
Zaparzyłem dwie herbaty i postawiłem na blacie kuchennym.
-Smacznego- odezwałem się.
-Dziękuję i nawzajem.
Hmmmm całkiem dobre mi to wyszło. Jednak siedzenie w kuchni podczas, gdy mama coś gotowała opłaciło się.
-Pychota.
Popatrzyłem na Louisa, którego talerz był już pusty, a mój w dalszym ciągu pełny. Uwinąłem się szybko z jedzeniem.
-Powinienem już wracać i tak nadużyłem twojej gościnności.
-Nie! Znaczy nie musisz. Możesz zostać mi to nie przeszkadza.
-Harry dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś ale powinienem już iść.
-Skoro musisz.
Posłał mi jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakie widziałem, a uwierzcie widziałem ich naprawdę wiele.
-Pójdę się przebrać.
Skinąłem głową. Chwycił wczorajsze ubrania, w zasadzie to tylko spodnie, po czym odwrócił się do mnie.
-Mógłbym pożyczyć ten t-shirt?
-Raczej powinienem ci go dać za to ze twój rozciąłem.
-Pomogłeś mi, więc ci wybaczam.
-Możesz go zabrać i tak na mnie jest już za ciasny.
Ruszył do toalety, a po chwili z niej wyszedł. Podał mi dresowe spodnie, które miał na sobie.
-Może cię odwiozę? - wypaliłem bez namysłu. Styles ty debilu!
-Nie musisz tego robić.
-Ale chce.
-Jeśli chcesz, to chętnie nie odmrożę sobie tyłka idąc przez całe miasto.
Zaśmiałem się. Ruszyliśmy do wyjścia. Zamknąłem drzwi i wsiedliśmy do mojego auta. Co prawda nie było luksusowe, ale nie mam do niego zastrzeżeń. Lou podał mi adres, gdzie mieszka jego ciotka. Zdziwiłem się, że tak daleko. To na drugim końcu miast, a znalazłem go kilka ulic dalej. Aż tak daleko zawędrował. Dostrzegłem dom z numerem 32 i stanąłem na poboczu. Czyli to koniec? Chyba tak...
Lou odpisał pasy i sięgnął za klamkę.
-Podasz mi swój numer - nie to fatalny pomysł Boże co ja robię?!
-Myślałem, że nie spytasz.
Moje serce wykonało kilka obrotów. Wpisałem mu telefon, a on podał mi swój. Wstukałem numer i zapisałem pod nazwa mojego imienia. Oddal mi telefon i popatrzyłem na ekran "BooBear", zmarszczyłem czoło nie za bardzo wiedząc, czy to jego przezwisko.
-Tak mówi na mnie mama, a ty mi ja trochę przypominasz. Z charakteru oczywiści,e bo też się troszczysz o wszystkich.
Poprawka Lou ja się troszczę o ciebie.
-Dzięki za wyjaśnienie.
-To do zobaczenia Haz mam nadzieje, że się kiedyś spotkamy w normalnej sytuacji.
-Też mam taka nadzieje.
Wysiadł z samochodu wcześniej puszczając mi oczko. Odjechałem wbity w fotel samochodowy. Osłupiały wszedłem do mieszkania. Mam numer Louisa! Zacząłem skakać jak nastolatka.
-Widzę, że humor ci dopisuje.
Krzyknąłem na dźwięk czyjegoś głosu.
-Haz to tylko ja.
Odwróciłem się przodem do sprawcy mojego mini zawału. Niall no jasne.
-Niall. nie strasz mnie błagam cię.
-Przecież po to dałeś mi klucze.
-Dałem ci klucze w razie czego, a nie żebyś wchodził o mojego mieszkania kiedy chcesz i... -popatrzyłem na miskę popcornu, która zdecydowanie należała do mnie - zjadać moje jedzenie.
-Jak przyszedłem, to cię nie było nie chciałem sobie jaj odmrozić.
-Jak już jesteś, to cześć, a można wiedzieć, jaki jest cel tej wycieczki poza opróżnianiem  mojej lodówki i sprowadzeniem mnie do bankructwa?
-No jak to jaki? Lewis.
-Louis idioto.
-No to Louis. Masz mi wszystko dokładnie powiedzieć. Iiiii przepraszam za to co wczoraj napisałem wiem, że nie powinienem tego pisać bo.. Bo ty nadal za nim tęsknisz.
-Tęskniłem.
-Jak to? - spytał zdezorientowany.
-On mnie skrzywdził, to bolało może boli do tej pory, bo jednak pierwsze zauroczenie zawsze boli.
-Zauroczenie? Mówiłeś, że go kochasz.
-Wiem, że tak mówiłem, ale to było tylko zauroczenie, nareszcie wiem czym jest prawdziwa miłość... To Louis.
3 dni później
Przez ostatnie 3 dni nie było godziny bez wysłania chociaż jednego smsa. Cały czas do siebie pisaliśmy. Przerwę robiliśmy tylko, gdy byliśmy bardzo zmęczeni i szliśmy spać. Louis wrócił do Doncaster. Trochę szkoda, ale obiecał, że wróci i ze się zobaczymy. Chyba nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy. Niall oczywiście cały czas mi dogryzał. Cały czas przypominał mi o tym, że powiedziałem mu, że  kocham Louisa. Bo to prawda kocham go, stwierdziłem to po kilkunastu godzinach. Ale naprawdę go kocham. Na nikogo tak nie reagowałem, jego uśmiech, a moje serce bije szybciej, a ja sam się uśmiecham. Nie było tak nigdy nawet przy Tomie. Wiedziałem, że Niall cieszy się z tego, ale niemiłosiernie mnie wkurzał.
Siedziałem właśnie na zajęciach i słuchałem wykładu, gdy mój telefon zaczął wibrować. Wyciągnąłem go z kieszeni. SMS od Louisa. Na moje usta odrazy wpełzł uśmiech, a serca zaczęło szybciej bić.
Od BooBear:
"Dzisiaj będę w Londynie, muszę coś załatwić może się spotkamy? ;)"
TAK! Będzie w Londynie! Musi coś załatwić, a jak znów musi spotkać się z nimi?
Do BooBear:
"Tak spotkajmy się ;) Lou, ale po co przyjeżdżasz do Londynu?"
Od BooBear:
"Haz to nie ważne. :)"
Do BooBear:
"Ważne. Chcesz się spotać z nimi? Z tymi od których pożyczyłeś kasę? Louis proszę nie rób tego. Nie zniosę widoku ciebie pobitego kolejny raz."
Od BooBear:
"Haz nie martw się. Nic mi się nie stanie :) Wiesz to słodkie, ż tak się troszczysz ;) Nie zobaczysz mnie pobitego. Będę cały i zdrowy."
Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
Do BooBear:
"Obiecujesz?"
Od BooBear:
"Obiecuje. To przyjdę do ciebie o 17 może być? ;)"
Do BooBear:
"Dobrze tylko się nie spóźnij, nie lubię tego ;)"
Od BooBear:
"Dobrze Haz nie spóźnię się ;) A ty skup się na wykładzie, masz wszystko zaliczyć :D"
Do BooBear:
"O to się nie martw ;) do zobaczenia :*"
Od BooBear:
"Do zobaczenia Haz :*"
Schowałem telefon do kieszeni. Niall bezczelnie patrzył mi przez ramie na telefon.
-Gdzie się gapisz?
-Ciekawe macie rozmowy. - zachichotal. - Nie zniosę widoku ciebie pobitego. To słodkie, że się tak troszczysz. - mówił przesłodzonym głosem.
-Jestem inny, niż ty, ja nie pisze smsów w stylu "kochanie przygotuj się na cholernie długo noc, będzie jęczał moje imię tak głośno, że cały Londyn usłyszy"
-Styles pochlebiasz mi, ale mam chłopaka.
-Spadaj idioto. - zaczął się śmiać, a kilka osób zwróciło mu uwagę. - To ty piszesz takie smsy Zaynowi.
-On nie protestuje, mówi, że dzięki nim potrafi przetrwać najgorszy dzień w pracy, muszę mu jakoś pomagać Styles.
-Styles, Horan znudzeni wykładami? - po sali rozniósł się donośny glos profesora.
-Przepraszamy. - powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Dochodziła 16, a ja byłem strasznie zdenerwowany, chyba jak nigdy dotąd. Jeszcze godzina, a ja już byłem ubrany i przygotowany do wyjścia. Po mieszkaniu rozległ się dzwonek. Jeśli to Niall, to obiecuje, że skopie mu tyłek. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je, nagle ktoś się przewrócił prosto na mnie. To LOUIS! O matko.
-Louis?
-Czczeeśśśśćććć Hahahaharry.
Postawiłem go w pionie,  był cały mokry, przez co ja teraz też jestem. Jego włosy były białe, jakby ktoś oblał je woda i zamarzły. Usta miał fioletowe, a jago skóra była nienaturalnie blada. Dłonie miał zaplecione na piersi i cały się trząsł.
-Louis matko, co ci się stało?!
Chwyciłem jego mokra i lodowata rękę i wciągnąłem go do środka. Szybko popędziłem w stronę salonu i zacząłem ściągać z niego ubrania. Na ręce nie miał już temblaka, czyli ręką przestała boleć, to dobrze. Zrzuciłem z jego ramion mokra kurtkę. Odpiąłem sportową bluzę i ja też odrzuciłem na bok. Chwyciłem za krawędź jego koszulki i zciągnąłem ją szybko. On powoli ściągnął swoje buty. Ściągnąłem z siebie sportową bluzę i nałożyłem na jego ramiona. Przyciągnąłem go do siebie mocno i objąłem rękami, kładąc je na jego nagich plecach.
-Hhhharrrry co rrrroooobiszzzzzz?
-Jesteś lodowaty, a inne ciało najlepiej ogrzewa. Obejmij mnie - poczułem jego lodowate ręce na moich plecach.
Zacząłem jeździć po jego plecach dłońmi. Już mi zrobiło się zimno. A jego szczeka dalej drżała z zimna. Odsunąłem się od niego i chwyciłem za rękę. Zaciągnąłem go do toalety. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą na maksa, a woda zaczęła się lać do wanny. Louis stał skulony na środku łazienki, a wzrok miał nieobecny. Podszedłem do niego.
-Musisz się ogrzać. Wejdziesz do gorącej wody.
Zacząłem odpisać jego spodnie. Było to konieczne dla jego dobra. Zsunąłem spodnie z jego nóg.
-Musisz się cały rozebrać. - powiedziałem niepewnie.
Jednym ruchem ściągnął z siebie bokserki. Nie będę tam patrzył, nie będę tam patrzył. Skupiłem się na jego twarzy, starając się zapomnieć, że stoi przede mną całkiem nagi. Podszedłem z nim do brzegu wanny, a on posłusznie tam wszedł. Na jego twarzy można było odczytać grymas bólu.
-Zostawię cię tutaj siedź i nie wychodź na razie i dokładnie zanurz głowę, okej? Żebyś nie dostał wstrząsu.
Pokiwał twierdząco głową.
Wyszedłem z łazienki zamykając ja za sobą. Oparłem się plecami o nie i oddychałem nierówno. Starałem się uspokoić, to nic, że za drzwiami w mojej wannie leży NAGI Lou, to nic. Ruszyłem do kuchni. Zrobiłem dwa kubki gorącej herbaty i postawiłem je na stoliku w salonie. Z pokoju zabrałem suche ubrania i ruszyłem do toalety. Zapukałem niepewnie i otworzyłem drzwi. Lou stał na środku łazienki, jego ramiona trzęsły się z zimna, a na biodrach miał puchaty ręcznik.
-Przyniosłem ci ubrania - podałem mu suche ubrania, a on wziął je i odłożył na szafkę. - To ja cię zostawię.
-Harry... Mogę użyć twojej sucharki? - zapytał słabym głosem.
-Tak jest w szafce - pokazałem na szafkę nad lustrem.
Wyszedłem szybko z łazienki. Upiłem mały łyk herbaty, parząc się przy tym.  Nie słyszałem już suszarki,
a pilnie potrzebowałem skorzystać. Wszedłem do łazienki. Lou układał swoje włosy drżącymi rękami. Zobaczył mnie w odbiciu lustra i odwrócił się do mnie przodem.
-Harry kolejny raz ratujesz moje zasrane życie, jak ja ci się odwdzięczę.
-Lou to dla mnie drobiazg.
Jego usta były dalej sine, a skora blada.
-Nie jest ci zimno?
-Jest.
-W salonie są koce przykryj się nimi.
-Dobrze.
Uśmiechnął się i podszedł jeszcze bliżej. Moje serce zaczęło walić jak szalone.
-Zimno mi tu - pokazał na swoje usta. - A skoro inne ciało ogrzewa najlepiej...
Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Zamknął oczy i nachylił się nad mną. Jego usta niepewnie i delikatnie dotknęły moich. Stałem jak słup i nic nie robiłem. Napadł na moje wargi bardziej i wtedy się ocknąłem. Przymknąłem oczy i odwzajemniłem pocałunek. Jego usta są takie delikatne. Poczułem, jak zaplata ręce na moim karku. Mimowolnie moje ręce powędrowały na jego talię. Jego język delikatnie wysunął się i musnął moje usta prosząc o pogłębienie pieszczoty. Zareagowałem od razu rozchylając delikatnie usta. Jego język wdarł się pomiędzy moje usta. Na początku pocałunki były nieśmiałe, ale z czasem stały się bardziej pewne. Nasze języki tańczyły w dzikim tańcu. Po chwili brakło nam powietrza i odsunęliśmy się od siebie. Nie miałem pojęcia co teraz robić. Wypchnąłem go za drzwi i zamknąłem je na klucz. Usłyszałem ciche pukanie.
-Haz wszystko okej? - zapytał, a w jego glosie usłyszałem skruchę.
-Tak idź do salonu, zaraz do ciebie dołączę tylko muszę skorzystać.
-Dobrze.
Na prawdę musiałem skorzystać. Ale zaraz po tym podszedłem do kranu i odkręciłem zimna wodę. Nabrałem ja do rąk i przemyłem nią twarz. Oblizałem swoje usta, wciąż czułem jego smak. Mięta
 i truskawka. Wyszedłem z toalety, a gdy zobaczyłem go siedzącego na kanapie moje serce zabili mocniej. Co teraz? Co mam mu powiedzieć? Że mi się podobało? Nie. Nic nie powiem, najpierw on musi coś powiedzieć, tak będzie najlepiej. Podszedłem do kanapy. Usiadłem obok niego i chwyciłem koc do rak. Okryłem nim nas i zabrałem kubek z herbatą do rąk.
-Raczej z naszego wyjścia nici.
-Tak. Nie wypuszczę cię stąd w takim stanie.
-Nie mam zamiaru gdziekolwiek wychodzić. Mogę się do ciebie przytulic? Proszę.
-T-tak możesz.
Objął swoimi rękami mnie w pasie, a głowę położył na mojej klatce piersiowej. Moje serce biło zdecydowanie za szybko. Przecież od razu skapnie się, że to przez niego. Swoja prawa rękę położyłem na jego plecach, błądząc po nich,  to taki mój nawyk, zawsze tak robię. I co teraz mamy leżeć w swoich ramionach, jakby nigdy nic, po tym jak się pocałowaliśmy? Nie! Ja tak nie umiem! Ale... Ale co jak on zaproponowałby mi związek? Miałbym się zgodzić? Tak kocham go, ale... nie wiem, czy jestem gotowy na związek. Od rozstania z Tomem minęły 2 lata... Ale czy jestem gotowy?
Z rozmyślań wyrwał mnie Louis. Podniósł się z mojej klatki piersiowej i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi, jak ocen oczami. Podniósł się delikatnie i zbliżał do mojej twarzy, patrząc na moje usta. Nie błagam Lou, nie całuj mnie błagam. Za późno. Jego usta delikatnie dotknęły moich. Nie tak nie może być. Chwyciłem go za ramiona i odepchnąłem. On zmarszczył brwi.
-Myślałem że podobało ci się.
-Tak, ale... Lou nie może się od tak całować.
-Chcesz ze mną być? - zakrztusiłem się własną śliną.
-Słucham? - zapytałem z wielkimi oczami.
-Pytałem, czy chciałbyś być ze mną.
-Lou... Ty jesteś tego pewien?
-Tak Haz, jestem tego w stu procentach pewien. Chciałbyś być moim chłopakiem? - na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Tak chciałbym.
Jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Przysunął się do mnie, likwidując przestrzeń pomiędzy nami. Złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Nagle usłyszałem kroki.
-O co ja tu widzę!
Odwróciłem się do Nialla przodem.
-Mnie i mojego chłopaka. - odpowiedziałem dumnie.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Imagin z Harry'm ~część 2

W ogóle po co rozsiewać taki plotki nie wiedzą niczego o tym kimś? Bez sensu, ale tacy są ludzie, żywią się plotkami.
Skończyłam odrabiać zadania dość późno bo o 23:30. Wzięłam prysznic i miałam zamiar położyć się spać. Podeszłam do okna by zasłonić roletę na zewnątrz zobaczyłam 5 postaci przypatrzyłam się lepiej tak to byli oni, Harry i reszta. Chwyciłam za sznurek od rolety i zaczęłam na niego ciągnąć. Niall mnie zobaczył i pokazał w moja stronę palcem Harry odwrócił się w moją stronę i pokazał ręką żebym otworzyła okno. Niepewnie otworzyłam okno i wychyliłam się lekko.
-Chodź do nas. - powiedział tym swoim niskim głosem.
-Teraz? - zapytałam.
-Tak, teraz, no chodź - uśmiechnął się delikatnie.
-Harry jest 23:30.
-Wiem, przyjdź, mam telefon.
-No właśnie, to nie sadzisz, że to za późno?
-Nie.
-No Sylwia nie daj się prosić. Chodź do nas. - odezwał się Niall. Chyba pierwszy raz słyszę jego głos, ale jest inny mówi z akcentem.
-No to zejdziesz do nas? - zapytał Harry.
-Okej, ale tylko na chwile.
-Czekamy.
Zamknęłam okno i sięgnęłam po długie spodnie. Nasunęłam je na nogi i zapięłam guzik. Chwyciłam bluzę i naciągnęłam ja przez głowę. Chwyciłam telefon założyłam buty i powoli wyszłam z pokoju. Wszyscy w domu spali wyszłam cicho z domu i zamknęłam drzwi. Zbiegłam po schodach i wyszłam przed blok. Podeszłam powoli do nich.
-Cześć. - machnęłam do nich ręką.
-Hej. - odpowiedzieli równo.
-To to jest ta twoja słynna Sylwia, o której cały czas mówisz. - odezwał się Liam.
-Payne zamknij się. - powiedział do niego szeptem.
-Wieccc... co wy tu robicie? - zapytałam.
-Siedzimy, gadamy, pijemy piwo. -powiedział Zayn pokazując mi butelkę z piwem w swojej ręce. - A poza tym to tu mieszkamy.
-Serio gdzie?
-Ja i Niall w tym samym bloku co ty Lou i Zayn tutaj obok - wskazał blok sąsiadujący z naszym. - A Harry po drugiej strony ulicy.
-Fajnie.
-A ty czasem nie powinnaś spać? - zapytał Louis szczędząc się od ucha do ucha.
-No powinnam, ale piątka jakiś chłopaków wyciągnęła mnie tu prawie o północy.
-Pokarz mi ich tylko zaraz mają wpierdol.
Zaczęłam się śmiać na cały głos, ale zaraz zdałam sobie sprawę, że jest prawie północ i zatkałam usta dłonią.
-Przepraszam.
-Nam to nie przeszkadza gorzej twoim sąsiadom. - odezwał się Louis.
-Hmmm no tak trudno mała pobudka im nie zaszkodzi.
Wciagnęłam powoli powietrze do płuc i je wypuściłam.
-Mam dość. - wymksneło mi sie.
-Czego masz dość? - zpaytał Harry.
-Szkoły... mamy tyle zadane, że nie wyrabiam dopiero co skończyłam to robić.
-Serio aż tak dużo? - dopytywał. - Tak no, ale ty nie robisz zadań.
-Ej niekiedy robię.
-Na koniec semestru jak ci grozi jedynka?
-Może.
-No właśnie.
-Ta tylko teraz muszę zacząć odrabiać bo dyra dzwoniła do rodziców, że mogę nie przejść kolejny raz, a na to sobie nie mogę pozwolić nie mam zamiary znów powtarzać tego szajstwa.
-To może Sylwia ci pomorze i ci udzieli korepetycji? - zapytał Louis i zaczął poruszać brwiami wiedziałam o co mu chodziło, ale postanowiłam tego nie komentować.
-Louis to raczej tobie przydałyby się korki.
-Ja już skończyłem szkole szczylu i nie siadłem w przeciwieństwie do ciebie.
-Ty skurwielu zabije cię!
Rzucił się na niego tak, że się przewrócili.
-Ała! Harry złaź ze mnie! To boli!
-I dobrze ma boleć!
-Harry ciężki jesteś kurwa złaź ze mnie!
-Odwołaj to!
-Nie!
-Mam ci przywalić? - zapytał Harry odchylając zaciśniętą pięść.
-Harry uspokój się! - podbiegłam do nich i chwyciłam Harry'ego za zwiniętą pięść.
Niall Liam i Zayn zaczęli się śmiać, a ja tylko się dziwnie na nich popatrzyłam.
-Sylwia, Styles wie że jakby przywalił Louis'owi to by dostał 2 razy mocniej. - odezwał się Zayn.
-Czyli to, że nazywacie siebie skurwielami i chcecie się bić jest u was na porządku dziennym? - zapytałam puszczając pięść Harry'ego i podchodząc do tej trójki.
-No w sumie to tak. - odparł obojętnie Niall.
-Aha to mam dopiero wkroczyć jak któryś będzie miał nóż przy gardle czy pistolet przy skroni?
Tym razem cała piątka zaczęła się śmiać.
-Nie wiem co ty dziewczyno oglądasz, ale przestać co ty myślisz, że my mamy pistolety czy co? - zapytał Liam.
-Może... - powiedziałam cicho.
-Przy sobie nie mamy, ale w domu gdzieś się kilka powinno zaleźć nie Payne? - odezwał się Louis.
Wytrzeszczyłam oczy miejąc nadzieje, że się przesłyszałam.
-Wy.. wy.. macie w domu p-pistolet? - zapytałam piskliwym głosem. Znów zaczęli się śmiać, tak znów zostałam zrobiona w bambuko.
-Myślisz, że kolesiowi który był w więzieniu i takiemu co ma kuratora zezwolili by na posiadanie pistoletu? - zapytał Liam.
-A no tak zapomniałam. - powiedziałam cicho.
Ta noc była wyjątkowo zimna jak na wrzesień. Otrzepałam się z zimna.
-Zimno ci? - zapytał Harry.
-Ymm... tak trochę tak. - zaczęłam pocierać o siebie dłonie, ale to nic nie dawało.
-Masz, załóż, mi jest ciepło. - podniosłam wzrok z moich dłoń na Harry'ego w ręku trzymał swoją bluzę.
-Nie trzeba.
-Sylwia cała się trzęsiesz załóż ją.
-O-okej.
Chwyciłam powoli bluzę i założyłam ja na siebie. Liam, Zayn, Niall i Louis zaczęli buczeć.
-No Harry nie pamiętam kiedy ostatnio dałeś jakiejś dziewczynie swoją bluzę. A nie czekaj ty nigdy żadnej nie dałeś. - skomentował to Louis.
-Dzieci. - skomentował Harry.
-Te dzieci są starsze od ciebie pamiętaj. - upomniał się Niall.
-Ja już pójdę. - powiedziałam cicho. - Cześć - pomachałam do nich.
-Do zobaczenia. - odpowiedzieli.
-Dobranoc. - powiedział Harry.
-Dobranoc.
Wyszłam do blogu w którym wcale nie było cieplej. Wdrapałam się szybko do mieszkania i bezszelestnie weszłam. Szybko weszłam do mojego pokoju i zaświeciłam światło. Ściągnęłam z nóg trampki. Rozpięłam bluzę i rzuciłam na krzesło rozpięłam drugą... chwila drugą? Bluza Harry'ego. Podeszłam do okna dalej tam stali. Otwarłam powoli okno, a zimny wiatr uderzył w mnie, przeszły mnie dreszcze.
-Harry! - wszyscy odwrócili się na dźwięk mojego głosu. Co oni wszyscy Harry mają na imię? - Mam twoją bluzę.
-Oddasz mi ja jutro w szkole.
-Okej. To dobranoc.
-Dobranoc. - uśmiechnął się pokazując dołeczki.
Zamknęłam okno i zasunęłam roletę. Rozczesałam włosy założyłam piżamę i wpakowałam się do łóżka. Sprawdziłam czy alarm mam na dobrą godzinę tak 6:20. Już 0:16?! nie wstanę. Zgasiłam lampkę i położyłam się wygodnie zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. SMS o ludzie na serio teraz SMS?! Chwyciłam do ręki telefon i nacisnęłam przycisk pokaż.
Od Harry: "Dobranoc ;)"
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Do Harry: "Dobranoc :)"
Zablokowałam telefon i odłożyłam na półkę i z bananem na twarzy zasnęłam.
*********************************
Miał być dłuższy ale nie wyszło :/ komentujcie następny obiecam się dodać szybciej :)

niedziela, 29 września 2013

Imagin z Harrym ~ cześć 1

Hejjjjjka wiem od maja mnie nie było ale nie miałam pomysłu serio. Ale teraz jest na kilku rozdziałowy tak z 3 lub 4 rozdziały :D No wiec tak strawa najważniejsza nie ma tu podanej imienia bohaterki będzie w późniejszych :D a całą serie tych imaginów dedykuje jedynej i niezastąpionej Sylwii! <3 (@swaag_lemon) niedawno się poznałyśmy, a czuje się jakbym ja znała wieki :D to dla cb <3


Zawsze siedzi w ostatniej ławce ma na całym ciele tatuaże. Nie przyjaźni się z nikim no prawie z nikim ma tylko 4 kolegów, ale oni są tacy jak on, tacy sami. Wszyscy się go boją, nikt do niego nie podejdzie nie przedstawi, nie zagada, nikt nic o nim nie wie nawet nauczyciele się go boją nigdy nie proszą go do odpowiedzi. On zawsze siedzi cicho nikomu nie przeszkadza jakby go nie było. Nie uczy się dobrze dlatego jest od nas 2 lata starszy. Tak to właśnie Harry Styles. Nigdy bym się do niego nie odezwała.
Lekcje się skończyły wyszłam z klasy i kierowałam się do drzwi szkoły Harry stał przy swojej szafce oparty o nią plecami wpatrując się w uczniów. Nagle jego wzrok zatrzymał się na mnie zmierzył mnie od głowy do stóp i następnie popatrzył mi w oczy czułam się jakoś dziwnie wiec zaraz odwróciłam wzrok i wyszłam ze szkoły. Jak co dzień pod szkołą stała 4 jego przyjaciół którzy zawsze po niego przychodzili. Podobno, że jeden z nich siedział w wiezieniu za napad a jeden miał kuratora. To ich wszyscy się bali najbardziej. Ruszyłam w stronę domu. Mój dom stał w nieprzyjemnej dzielnicy zawsze szybko przechodziłam ten dystans, a niekiedy mój starszy brat przychodził po mnie. Szybko przebyłam te drogę z słuchawkami w uszach. Weszłam do domu i zamknęłam się na klucz w swoim pokoju. Rodzice wrócili późno, a ja zaraz poszłam spać.
Wyszłam z domu do szkoły rano było tu bezpieczniej zobaczyłam ich siedzieli na jednym z wielu murków i pili piwo. Jest dopiero 7:40 a oni pija piwo wszyscy nawet Harry, a ma dzisiaj szkołę. Nie rozumiałam tego.
Już ostatnia lekcja i do domu. ON znów siedział na końcu i się nie odzywał. Podniósł wzrok z ławki i popatrzył na mnie. Odwróciłam wzrok i wpatrywałam się w tablicę. Poczułam wibracje w kieszeni i dyskretnie wyciągnęłam telefon "wiadomość". Odblokowałam telefon i kliknęłam "pokaż". nieznany numer hmmm...
Od 7720834285: "Gapisz się na mnie. Harry."
Harry? Ten Harry? Skąd on ma mój numer? Zapisałam jego numer pod prosta nazwą jego imienia i zaraz mu odpisałam.
Do Harry: "Nie gapie się na ciebie."
Moje serce waliło jak szalone. Czemu się przejmuje przecież nie ma czym prawda? No chyba nic mi nie zrobi za to, że parę razy na niego zerknęłam.
Od Harry: " Gapiłaś się i nie zaprzeczaj widziałem. A poza tym gdybyś się nie gapiła nie bałabyś się teraz odwrócić."
Do Harry: "Nie boje się odwrócić chce się skupić na lekcji. Skąd masz mój numer?"
Od Harry: "Wiesz twoich znajomych łatwo nastraszyć pchał się tam gdzie nie trzeba no więc się dowiedziało to i owo."
Josh? On? Mój były? Ale po co on by miał dać Harry'emu mój numer? Ale jeśli Harry chciał mu coś zrobić to Josh na pewno mu podał mój numer co tam podbite oko czy danie obcemu kolesiowi numeru swojej byłej? No oczywiście, że wolał dać mój numer.
Do Harry: "Nie pisz do mnie."
Od Harry: "Boisz się?"
Do Harry: "Ja się nie moje nie pisz już do mnie jasne?"
-Przepraszam czy ja pani w niczym nie przeszkadzam? - zapytał nauczyciel. - Jak się umawiasz na randki to po lekcjach, a nie w czasie.
-Ja nie im... Przepraszam.
-Wracając do lekcji...
Schowałam telefon do kieszeni poczułam wibracje, ale wolałam nie ryzykować.
Wyszłam z klasy i skierowałam się do drzwi wyciągnęłam telefon z kieszeni i odczytałam wiadomość od Stylesa.
Od Harry: "A co jeśli dalej będę pisał?"
Do Harry: :Nie będę odpisywała. Nie pisz już do mnie."
-No chyba nie będziesz taka i nie spławisz moich esemesów? - usłyszałam niski głos za sobą nie rozpoznałam go, ale na sam jego dźwięk podskoczyłam. Odwróciłam się przodem do mojego rozmówcy, a przede mną stal Harry. Moje serce zaczęło walić jak głupie nigdy z nim nie rozmawiałam dlatego nie rozpoznałam jego głosu. Wpatrywałam się w niego tak w obrazek.
-Boisz się?
-N n nie...
-Nie boj się nie ugryzę cię tak jak inni by mogli pomyśleć. No to jak będziesz spławiać moje esemesy?
-Ja ja muszę iść do domu... - powiedziałam na jednym wydechu i ruszyłam do wyjścia.
-Poczekaj. Pójdę z Tobą.
-Nie. - ściągnął brwi w jedna kreskę. - To znaczy nie trzeba ja pójdę sama.
-Widziałem jak tamte typy się na ciebie patrzą i co do sobie mówią. - jego szczeka nagle się napięła, a pięść zacisnęła. - Nie pozwolę żeby ktokolwiek mówił tak o jakiejś dziewczynie. To było obleśne. Nawet nie wiesz co oni maja w głowach i co chcą ci zrobić.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Lepiej jak z Tobą pójdę może wtedy się odczepią.
-O o okej.
Wyszłam przed szkole i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Cały czas siedziałam cicho nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałam nie wiem jaki on jest od czego mogę zacząć rozmowę.
-Czemu nic nie mówisz?
-A co mam mówić?
-Chyba się mnie nie boisz?
-...
-Czyli tak? Boisz się mnie? Nie jestem tacy jak wszyscy mówią tak przypuszczam bo nikt nie chce mi powiedzieć co o mnie mówią. Ty mi powiesz?
-Ymmm... No to dość dużo tego samo to, że jesteś o 2 lata starszy dużo wyjaśnia.
-Co? Ja nie mam 20 lat mam 19. Siadłem tylko raz w 1 liceum aż takim debilem nie jestem żeby 3 lata siedzieć w jednej klasie.
-Ja nie wiedziałam przepraszam.
-Nie ty nic nie zrobiłaś. A co jeszcze o mnie mówią?
-Że byłeś w więzieni.
-Kłamstwo. Byłem aresztowany, ale nic nie zrobiłem wypuścili mnie po przesłuchaniu. Coś jeszcze?
-Nie masz rodziców bo uciekłeś z domu jak byłeś młody.
-Kłamstwo mieszkam z rodzicami i starsza siostra. Jeszcze jakieś plotki?
-Masz na sercu wytatuowany nóż.
-Na sercu mam wytatuowany napis, a nie nóż.
-Jaki napis? - zapytałam automatycznie. - Przepraszam nie powinnam pytać to twoja prywatna sprawa.
-Nic się nie stało to napis "someday I'll find my love and I'll by happy with her".
-Wow to jest naprawdę ładne.
-Dzięki. Są jeszcze jakieś plotki o mnie?
-Poza tym, że jesteś cały wytatuowany i masz kolczyki to chyba nie.
-Nie mam wszędzie tatuaży na rekach to tak widać, ale na plecach nic nie mam, a na klatce tylko kilka dla mnie ważnych nigdy nie robię cobie tatuaży które dla mnie nic nie znaczą każdy ma swoje znaczenie lub przypomina mi o jakimś ważnym wydarzeniu. A kolczyki to dlatego, że mi się to podoba. Nie mam ich dużo w uszach i w wardze.
-Chodzą plotki, że masz też na karku.
-Nie mam po co mi tam kolczyki?
-Nie wiem tak mówią plotki.
-A co jeszcze mówią plotki?
-O tobie chyba już nic, ale o twoich kolegach dość dużo tego.
-No to mów.
-Najstarszy chyba to Louis tak?
-Tak.
-No to on był w więzieniu za pobicie.
-To akurat prawda Louis ma ciężki charakter niekiedy jest mega zabawny, ale jak się wkurzy to potrafi ostro przywalić.
-Po co mi to mówisz?
-Sam nie wiem, ale nie uciekłaś wiec to chyba dobry znak. Jeszcze jakieś plotki?
-Blondyn...
-Niall.
-Tak Niall ma kuratora.
-Ta no to też prawda.
-Za co? - nie powstrzymałam swojej ciekawości.
-Jak miał 14 lat to był w raczej nie dobrym towarzystwie i oni dla śmiechu powiedzieli mu ze ma okraść sklep zakończyło się to tym że strzelił komuś w rękę i dali mu dozór kuratora który ma do teraz.
Już staliśmy pod moim blokiem.
-Dzięki, że mnie odprowadziłeś. - powiedziałam lekko speszona.
-Nie ma za co.
-To cześć.
-Do zobaczenia.
Weszłam do bloku, a on dalej tam stał i wpatrywał się w drzwi po chwili potrząsnął głową i odszedł. Wdrapałam się leniwie po schodach na 4 piętro i weszłam do domu. Mam była w kuchni przywitałam się z nią i poszłam do siebie.
W sumie Harry nie jest taki zły tak wszyscy mówią przez ta drogę dowiedziałam się kolku rzeczy o nim i nie jest on taki jak go ludzie opisują.

czwartek, 30 maja 2013

"Ale tego miłością nie można nazwać raczej zauroczeniem."

Pierwsze raz w historii One Direction zgodziliśmy się na zorganizowanie obozu dla tych którzy maja ogromny talent. Nie wszyscy są tutaj naszymi fanami chociaż znaczna większość tak. Każdy z nas prowadzi jakieś zajęcia i doradza im co zrobić by jak najlepiej śpiewali. Niall uczy grać na gitarze i zmieniać ton głosu, Liam wyciągać głos na jak najwyższy podziwiam go za to, bo jest w tym mistrzem, Harry jak modulować głos zciszać i pogłaśniać do różnej muzyki, Louis jak śpiewać i się nie stresować i wszystko na luzie robić bo on w tym jest najlepszy, a ja, ja uczę jak dobrze wydobyć głos i przedłużać go sam się dziwie, że przydzielili mi właśnie taką rolę, ale cieszę się. Miejsce było śliczne poza miastem dużo drzew jezioro i domki w drewna które okazały się bardzo duże.
Wszedłem do klasy w której już na mnie czekali.
-Hej jestem Zayn i błagam mówcie do mnie po imieniu bo jak powiecie pan to będziecie robić pompki. Oczywiście to jest żart, ale czuje się przez to stary. No wiec może na początek się przedstawicie, a ja postaram się zapamiętać wasze imiona.
Tak minęła pierwsza lekcja następna była podoba i tak do końca dnia.
-Jestem wykończony nawet mi się jeść nie chce! - wykrzyczał Niall na cały salon.
-Dzwońcie po pogotowie Niall nie jest głodny! - wykrzyczał Louis.
-Jakbyś musiał cały czas grać na gitarze to też byłbyś zmęczony.
-Co ty nie powiesz ja musiałem cały czas dodawać żeby nie bali tacy spięci, a to było takie trudne, a szczególnie jedna dziewczyna siedziała z tylu i tylko słuchała nie dało się jej rozweselić.
-Chyba wiem o kim mówicie. - przerwałem im. - Tak bardzo nieśmiała dziewczyna na samym końcu klasy siedziała i się nie odzywała wiem która to.

Kolejny dzień i znów zajęcia wszedłem do klasy.
-Hej wszystkim no wiec dzisiaj wybiorę kilka osób które zaśmiewają coś no wiec kto by chciał zacząć? - zapytałem. Kilka osób podniosło rękę. - No wiec może ty. Selena dobrze pamiętam?
-Tak.
-No to chodź tu na środek i zaśpiewaj nam jakąś piosenkę.
Wyszła na środek i zaśpiewała piosenkę Justina Biebera.
-Masz piękny głos, ale musisz jeszcze nad nim popracować. Wiesz głos musi wychodzić nie tylko z gardła, ale twoja przepona też musi pracować.
-Okej.
-No to kto teraz chciałby zaśpiewać?
-Ja śpiewam najlepiej lepiej od nich wszystkich. - wstała i podeszła do mnie. - Mój głos powali cię na kolana gwarantuje ci to.
-Na pewno masz ładny głos, ale może zaśpiewa ta dziewczyna. - wskazałem na dziewczynę która siedzi w ostatnim rzędzie.
-Ja? - zapytała cicho.
-Ona? -zapytała dziewczyna obok o ile dobrze pamiętam ma na imię Olivia.
-Tak ona a ty siadaj.
-Każdy ma prawo zaśpiewać, a ja chce teraz.
-A ja chce żebyś usiadła i się nie wtrącała.
-Nie powinieneś się tak odnosić do swoich fanów.
-Dobrze znam swoich fanów i na pewno ty nim nie jesteś.
-Jak możesz tak mówić!?
-Skoro tak to kiedy na urodziny Niall?
-Trudniejszego nie mogłeś dać? Oczywiście, że 20 czerwca.
-Jeśli on ma 20 czerwca to ja mam blond włosy. On ma 13 września, a ty nie jesteś Directioner.
-No i co z tego czy to jest tylko dla osób które są Directioner?
-Nie, nie tylko dla nich, ale mogłabyś chociaż nie kłamać. A teraz siadaj bo nie przyszedłem się tutaj z tobą kłócić.
Posłusznie usiadła na swoim miejscu.
-Chodź. - powiedziałem do wcześniej wybranej dziewczyny. - Przypomnij mi jak masz na imię.
-Julia. - powiedziała cicho.
-Julia, a wiec chodź tutaj i zaśpiewaj nam coś.
-A mogę też zagrać? - zapytała.
-Jasne, że możesz chodź. - zachęciłem ja uśmiechem.
Podeszła obok mnie.
-Co mam zaśpiewać? -zapytała cicho zasłaniając się włosami.
-Co chcesz.
-Może być Little Things? - zapytała.
-Jasne, że może.
Chwyciła ze gitarę i zaczęła grać i dołączyła śpiew. Wyglądała jak Niall gdy śpiewa i gra, uśmiechnięta i pełna życia. Ma niesamowity głos jak anioł wow piękny. Skończyła śpiewać.
-Masz głos nie z tej planety śpiewasz niesamowicie po co ty tutaj przyjechałaś skoro masz taki talent wow znaczy to super, że przyjechałaś, ale wydaje mi się, że jest to ci niepotrzebne bo masz niesamowity talent.
-Naprawdę? - zapytała cicho.
-Na 200%.
-Dziękuję. - wyszeptała.
-Możesz już usiąść, a i muszę przyznać, że Niall byłby w niebie słysząc, że grasz tak jak on.
-On gra lepiej. - wyszeptała.
Posłałem jej ciepły uśmiech, a ona wróciła na swoje miejsce.
-Dzisiaj popracujemy nad tym żeby każde wasze słowo było dobrze słyszalne, ale żeby zgrywało się z muzyka, jak wiecie słowa nie mogą się zlewać w jedność tylko muszą być oddzielone i dobrze słyszalne bo inaczej słuchacz źle odbierze przekaz piosenki.
Wszyscy słuchali mnie w ciszy jakby chłonęli każde moje słowo tylko ta dziewczyna ciągle coś zapisywała w swoim notesiku. Jej włosy brązowe włosy opadały na twarz zasłaniając oczy co chwile je poprawiała. Usta wyginały się w uśmiechu i zapisywała coś w zadziwiająco szybkim tępie.
Lekcja dobiegła końca następne były takie same. Wróciłem pierwszy do domku z racji tego, że miałem najbliżej klasę. Usiadłem wygodnie na tarasie rozkoszując się piękna pogoda. Zaraz przyszła reszta.
-Zayn przesuń tyłek mam niektórych ludzi tutaj dość, a szczególnie jednej. - narzekał Harry. Zrobiłem mu miejscy obok, a on z ciężkim westchnięciem opadł na ławkę.
-Czyżbyś miał na myśli pannę wścibską Olivie? - zapytał Niall siadając na przeciwko.
-Też was wkurza? - zapytał Louis.
-Ja lubię wszystkich, ale ona to już przesada! - wykrzyczał Liam siadając niedaleko.
-Wy nie uwierzycie co ona mi chciała z gitara zrobić i to jeszcze moja ulubiona! -wykrzyczał Niall. - Wredna małpa wzięła ja sobie jakby to była jej własność i zaczęła niszczyć mi uszy może i ładnie śpiewa, ale grać na grosz nie umie Boże miałem ochotę na nią nawrzeszczeć, że mi gitarę zepsuje co z niej za człowiek?!
-Tak a na moich zajęciach stwierdziła, że jest Directioner zapytałem ją o naprawdę prostą rzecz kiedy Niall ma urodziny, a ona, że 30 czerwca no to się trochę wydarłem.
-No i dobrze jej zrobiłeś też miałem taką ochotę kurde weź weszła na środek i wzięła mnie zaczyna podrywać, a ja wtf? a ona dalej, a wszyscy się śmieją, a ja do niej ,że ma usiąść to ona, że jestem słodki i mam urocze loki i dotknęła moich loków! Moich loków się nie dotyka tylko ja mogę!
-I ja. - zacząłem mu mierzwić włosy.
-Zayn! - wrzasnął Harry.
-Hehe przepraszam.
-Zrobimy kiełbaski! - krzyknął Niall. - Proszę! Błagam!
Zrobiliśmy sobie kiełbaski i siedzieliśmy na tarasie niedaleko naszego domku było jezioro, a widok był niesamowity.
W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś śpiewa i to cudownie śpiewa.
-Cicho! - uciszyłem ich.
-Co jest? - zapytał HArry.
-Ciiiii.
Wyszedłem z tarasu ktoś siedział nad jeziorem i śpiewał muszę wiedzieć kim ta osoba jest. Poszedłem w stronę jeziora chciałem podejść do tej osoby, ale nadepnąłem na gałąź. To była dziewczyna o długich brązowych włosach obróciła się w moją stronę, a gdy mnie zobaczyła chwyciła za gitarę podniosła się i zaczęła uciekać w przeciwnym kierunku.
-Hej stój! - zawołałem na nią, ale ona już była za daleko.
Nie widziałem jej twarzy i jak ją znajdę? Nie znajdę. Rozejrzałem się dookoła i napotkałem długopis. Schyliłem się po niego pewnie jej wypadł czyli możne jest szansa. Był biały w malutkie kwiatuszki. Schowałem go do kieszeni bluzy i wróciłem.

Kolejny dzień, a ja nie mogłem przestać myśleć o tej dziewczynie. przez cała noc o niej myślałem kto to może być?
-Cześć dzisiaj popracujemy nad pracą waszej przepony podczas śpiewania ,a i skoro jeszcze pamiętam jutro każdy bez wyjątku zaśpiewa piosenkę, ale nie byle jaką piosenkę. Piosenkę własnego autorstwa zabawcie się w pisarzy i napiszcie piosenkę może to być o miłości o szczęściu o czym chcecie nie ważne o czym ważne żeby była wasza. Jakieś pytania? - jako jedyna podniosła rękę Olivia. - Tak? - zapytałem znudzony.
-Można w parach?
-Nie.
-Jak to nie?
-Tak to każdy pracuje sam nie przyjmuję duetów tylko solo.
-Bezsensu. - mruknęła.
-Skoro to jest bezsensu możesz stąd wyjść spakować się i wracać do domu bo nikomu innemu to nie przeszkadza tylko tobie.
-Dobrze przepraszam Zayn. - powiedziała z sarkazmem.
Kurde jak ja jej nie lubię bo co tatuś bogaty to myśli, że może robić co chce? Właśnie, że nie ja nie patrzę kto ile ma pieniędzy.

-No wiec po kolei każdy zaśpiewa piosenkę własnego autorstwa proszę bardzo, pierwsza Jen.
Po kolei każdy podchodził i śpiewał piosenkę którą napisał. Każdemu dawałem jakieś wskazówki by jeszcze to dopracował.
Nadszedł czas Julii.Wyszła na środek i zaczęła śpiewać. To ona! To ta sama piosenka o ona byłą wtedy nad jeziorem. To ona przede mną uciekła. Lekcja się skończyła gdy ona skończyła.
-Julia czekaj. to zdaje się jest twoje. - podałem jej długopis.
-Dzięki. - chwyciła go delikatnie i wzięła.
-Dlaczego wtedy ociekłaś? - zapytałem instynktownie.
-Nie wiem. Ja już pójdę. - szybko wyszła.
-Nie czekaj nie idź.
Już było za późno ten głos nad jeziorem był całkiem inny niż tek który tutaj prezentowała.
Resztę lekcji rozmyślałem dlaczego wtedy uciekła. Wróciłem do domku jako ostatni byłem trochę zamyślony i przybity.
-Co jest? - zapytał Liam.
-Zastanawiam się nad czymś.
-Nad czym?
-Bo pamiętasz jak 2 dni temu usłyszałem jakiś głos nad jeziorem?
-No pamiętam.
-Okazało się, że to ta nieśmiała dziewczyna która siedzi z tyłu i zapytałem jej się dlaczego uciekła, a ona odpowiedziała, że nie wie i odeszła. Jestem aż taki straszny?
-Wiesz co to raczej nie chodzi o ciebie jak sam widzisz jest nieśmiała, a jak nawet Louis sobie nie poradził to musi być naprawdę nieśmiała.
-No, ale ja chciałem z nią tylko porozmawiać 2 dni się męczyłem i nikt nie przychodził mi do głowy.
-Zakochałeś się.
-Co? Nie o nie to.
-Zayn, a pamiętasz Perrie?
-No pamiętam, a co ona ma do tego.
-O niej nie myślałeś całymi dniami jak byliście razem.
-Bo to byłą ściema chciała wypromować swój zespół, a ja myślałem, że ona mnie serio kocha.
-Ale teraz ty się zakochałeś.
-Liam nie zakochałem się ledwo ja znam jak mógłbym się zakochać?
-Ja też Danielle ledwo co znałem i się w niej zakochałem. Przecież widzę znamy się 3 lata więc nie mów, że nie.
-Ale tego miłością nie można nazwać raczej zauroczeniem.
Znów usłyszałem ten głos. Jej głos.
-Też ja słyszę idź do niej. - powiedział Liam.
Poszedłem za głosem nad jezioro nie widziała mnie usiadłem obok niej miała zamknięte oczy grała na gitarze i śpiewała.
-Pięknie śpiewasz. - odezwałam się.
Przestała grać i spojrzała na mnie przestraszona.
-Tylko nie uciekaj. Ale mam jedno pytanie dlaczego twój głos tutaj brzmi inaczej niż w klasie?
-Bo jak się stresuję to zawsze mam inny głos.
-Aha rozumiem to się nie stresuj bo ten głos jest ładniejszy.
-Dziękuję.
-Tylko czegoś mi brakuje.
-Może tego, że moja przepona nie pracuje dobrze  no bo długopisu nie miałam i nie miałam jak poćwiczyć. -zaśmiała się.
-O moja winna, ale nie wiedziałem, że to ty bo mi uciekłaś i dalej nie wiem dlaczego.
-Chyba się przestraszyłam.
-Mnie? Nie ma się czego bać jestem zwykłym chłopakiem, a to, że jestem od ciebie starszy o... - zawiesiłem się.
-O 2 lata.
-O 2 lata to nic nie znaczy.
-Wiem, ale chyba nie chciałam żeby ktoś mnie słyszał no, a teraz ty mnie usłyszałeś no i nie zdarzyła uciec.
-No, ale wiedziałbym, że to ty bo zaśpiewałaś to przed klasą i muszę przyznać, że ta piosenka jest piękna.
-Dziękuję. A czego ci w niej brakuje?
-Mam ci udzielać dodatkowych lekcji? - zapytałem z uśmiechem.
-Na lekcji się niczego nie nauczyłam bo taki chłopak mi zabrał długopis i nie miałam jak zapisać.
-A to niedobry chłopak który to zaraz mu przywalę. - zaśmiałem się i ona też.
-No więc pomożesz mi z tą piosenką? - zapytała.
-Jasne. Po pierze twoja postawa już w pełni nie wydobędziesz głosu masz zgarbione plecy podstawowy błąd który nawet ja czasami robię to zawsze mnie ktoś uderza w plecy no, ale ja tego nie zrobię bo to boli. No wiec musisz się wyprostować i starać się też oddechem sterować głos musisz czuć pod żebrami coś takiego tego nie da się opisać, ale to musi być takie no musisz coś poczuć wtedy ta przepona będzie ci pracować.
-Ym okej.
Wyprostowała się i zaczęła śpiewać.
-No lepiej. - przerwałem jej. - Czujesz, że ci ta przepona pracuje czy nie?
-No nie za bardzo.
-No to inaczej trzeba ja najbardziej ją czuję jak się śmieję no więc trzeba cię łaskotać.
-Nie nie to ja jakoś sobie inaczej poradzę.
-Nie musisz poczuć przeponę, że ona tam jest, masz łaskotki?
-Mam, ale błagam nie rób mi tego.
-Za późno.
Zacząłem ją gilgotać, a ona śmiała się cały czas trzeba przyznać, że śmiech ma zaraźliwy śmiech.
-A Zayn przestań błagam! - przestałem.
-No i o boli?
-I to jak! Ała. - chwyciła się za brzuch.
-A teraz śpiewaj.
-To są tortury.
-Nie, to jest nauka śpiewu.
-To ja podziękuję już.
-Śpiewaj już.
Zaczęła śpiewać czy to jest anioł? Śpiewa niesamowicie.
-Teraz czuję, dziękuję.
-Proszę. Korzystasz z rad chłopaków to słychać, a najbardziej z rad Liam'a jak wyciągać głos do góry.
-Tak on to tak tłumaczy, że zapamiętuje i ćwiczy z nami.
-O kurcze to ja też muszę ćwiczyć.
-Ale ty masz gorzej bo nie każdy tak potrafi przedłużyć głos tak jak ty.
-Są lepsi ode mnie.
-Ciekawe kto?
-Ymmmm teraz nikt mi nie przychodzi do głowy ale są.
-Każda Directioner ci powie, że nie ma.
-Jesteś Directioner?
-Oczywiście, że tak.
-A no to nie nie mogę się kłócić bo wy wiecie wszystko.
-Oj tam nie wszystko. Nie wiemy y.... y... y.... dobra wszystko wiemy. A jak ta Olivia powiedziała, że Niall się urodził 20 czerwca myślałam, że padnę każdy wie, że się urodził 13 września, a ty 12 stycznia, a Harry 1 lutego, a Liam 29 sierpnia i Louis 24 grudnia.
-Dobra jesteś.
-To jeszcze nic. Masz 3 siostry 2 młodsze Safee i Wayliyhe i Doniya jest starsza tata: Yeser i mama Tricia.
-Dobra bo zaraz mi cała Wikipedię powiesz.
-Jeszcze na pamięć nie umiem, ale się uczę.
-Przerażasz mnie.
-To są podstawowe informacje.
-Okeeeeeeej.
-Jeszcze raz dziękuję ja już pójdę.
-Nie ma za co to była przyjemność i się nie stresuj okej?
-Postaram się. Pa.
-Do zobaczenia jutro.
Odeszła. Wstałem z piasku. Zostawiła notesik kurcze. Wziąłem go do ręki ze sobą.

Wszedłem do klasy wszyscy już czekali trochę zaspałem.
-Jestem już przepraszam, ale wyłączyłam budzik i sobie przysnąłem, ale 3 minuty to nie dużo tylko nie mówicie nikomu, a szczególnie Liam'owi bo znów będzie mnie męczył. No dobra to co dzisiaj mamy robić chwila, a dobra już wiem dzisiaj poćwiczymy to co mówiłem wam wczoraj jak pracować przeponą. To kto pierwszy? - wszyscy podnieśli rękę z wyjątkiem Julii. O tak będę niesprawiedliwy. - To może Julia. - popatrzyłem na nią, a ona pokiwała głową, że nie. - No Julia proszę na środek.
Niechętnie wyszła na środek z gitarą. Zabrałem jej gitarę i odstawiłem popatrzyła na mnie wrogo.
-Będziesz moją modelką. - szepnąłem.
-Nie!
-No wiec Julia zaprezentuje nam jak dobrze wydobyć z siebie dźwięk.
-Ale ja tego nie zrobię. - wyszeptała.
-Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś nad jeziorem.
-No dobrze.
Zaczęła śpiewać tak jak wczoraj posłuchała mojej rady i wyszło jej to niesamowicie.
-Chyba należą się brawa. - wszyscy zaczęli klaskać, a ja razem z nimi tylko jedna osoba Olivia nie klaskała, spokojnie. - Julia bardzo dobrze to opanowała jej przepona pracowała, nie tylko gardło.
-Dziękuję ci Julia. Zostawiłaś wczoraj to na plaży. - podałem jej notesik.
-Dzięki.
Wróciła na swoje miejsce.
-A przypomniałem sobie coś dzisiaj jest ognisko, a następnie dyskoteka do późna więc wszyscy maja być i się dobrze bawić kto będzie siedział tego osobiście wyciągnę na parkiet.
Wszyscy zaczęli się śmiać.
-Ja na pewno przyjdę i rezerwuje sobie taniec z tobą. - znów ona no za jakie grzechy?!
-Jasne. - odpowiedziałem z niechęcią.
Lekcja się skończyła.
-Julia chodź na chwilę.
-No jak mogłeś przed wszystkimi no wiesz co!
-No musiałem masz talent.
-Ale to jest stres!
-O serio? Ja muszę przed kilkunastoma tysiącami śpiewać i co?
-Ale ty już to długo robisz.
-Ale też zaczynałem.
-3 lata temu.
-Dobra nie chce się kłócić chciałem się zapytać czy przyjdziesz na ognisko?
-Na ognisko tak, ale później wrócę do domku.
-Nie musisz zostać chcę z tobą zatańczyć.
-To mile, ale nie lubię chodzić na dyskoteki.
-Proszę jedna ze swoim idolem no mi odmówisz?
-W końcu się zgodzę bo wiem, że ty nie przestaniesz.
-No właśnie.
-No dobra, ale nie mam zamiaru być tam długo.
-No zobaczymy aż mi się nie znudzi tańczenie.
-Boże do końca życia?! No tyle to ja nie wytrzymam.
-To do zobaczenia.
-Pa.
Jest! Pójdzie ze mną na ognisko! Dobra ja to biorę jako randkę ona nie no, ale co z tego? Ważne, że ze mną pójdzie.

-Chłopaki ja już idę! - krzyknąłem.
Wyszedłem z domku w stronę placu na którym miało się wszystko odbyć. Błądziłem po całym placu szukając Julii chyba mnie nie wystawi prawda? Wszystkie dziewczyny miały na cobie sukienki lub spódnice były nieliczne które były w spodniach chłopaki też byli odwaleni jak przystało. Poczułem czyjąś ręką na ramieniu odwróciłem się i myślałem, że upadnę przede mną stała Julia w pięknej zielonej sukience do połowy uda czarnych szpilkach i miała rozpuszczone włosy i delikatny makijaż.
-O wow wyglądasz cudownie.
-Dziękuję. - jej policzki lekko się zarumieniły.
-Chodź już się zaczęło wszystko.
-Będziecie śpiewać? - zapytała.
-Z tego co wiem to tak.
-O super.
-I z tego co wiem to za chwile.
-Idź bo jeszcze nie zdążysz.
-Tylko mi nie ucieknij.
-Nie ucieknę obiecuje. - uśmiechnęła się ciepło odwzajemniłem uśmiech.
Doszedłem do chłopaków. Wyszliśmy na scenę i zaśpiewaliśmy kilka piosenek wszyscy śpiewali z nami. Gdy śpiewałem Little Things patrzyłem cały czas na Julię. Wyglądała pięknie i z nikim mi się tak łatwo nie rozmawia i do tego jest Directioner wymarzona dziewczyna dla mnie. Nie co stop! Nie mogłem się w niej zakochać! A może jednak? Zakochałem się w niej? Chyba tak.
Zszedłem ze sceny i podszedłem do niej.
-Jejku jaki ty masz głos na żywo jeszcze lepszy.
-Dzięki. chodź bo kiełbaski się zaczynają.
Poszliśmy w stronę wielkiego ogniska wszyscy już zajadali i my poszliśmy w ich ślady. Zjedliśmy i zaczęła grać muzyka i to super muzyka.
-Czy mogę prosić do tańca? - usłyszałem znajomy złość Liam stał obok Juli i czekał na jej odpowiedź.
-Tak.
Chwyciła go za rękę i ruszyli na parkiet. Liam robi to specjalnie wiem o tym ta medna.
-Obiecałeś mi taniec. - usłyszałem znienawidzony głos Olivia stała obok.
-Pamiętam.
-No więc chodź.
Pociągnęła mnie za rękę. Zaczęliśmy tańczyć nie lubię jej, ale głupio by było odmówić. Skończyliśmy tańczyć.
-Widzę, że coraz częściej chodzisz za Julią wiesz to raczej zły wybór, ale ja to co innego.
-Nie chce być niemiły, ale odwal się od mojego życia jasne?!
Odszedłem od niej Liam też skończył tańczyć z Julią, a ona uśmiechnięta podeszła do mnie.
-Chodź tańczyć sam chciałeś żebym została, a teraz siedzisz.
-Chodź. - opanowałem swój głos i poszliśmy tańczyć.
Wkurzyła mnie i to ostro, ale nie chciałem tego pokazywać Julii. Uśmiechałem się i chciałem żeby bawiła się jak najlepiej.
Olivia stanęła obok nas i nas rozdzieliła.
-To tak chcesz się wydostać z tego bagna które nazywasz życiem?! Podrywasz Zayn'a i myślisz ze przez to się wybijesz?! Nie wybijesz się bo nie umiesz śpiewać, a przed publiką się stresujesz! Nie uda ci się to!
-Olivia skończ. - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Tak się chcesz wybić to proszę bardzo zrobię to samo też osinę sobie Harry'ego wokół palca i się wybiję. Nic nie umiesz nic nie osiągniesz rozumiesz?! To ja tutaj jestem gwiazdę nie ty! Jesteś nic nie warta normalnie Zayn nawet by na ciebie nie zwrócił uwagi.
-Olivia przestań!
Usłyszałem płacz Julii i jej kroki pobiegł w stronę lasu, a było już ciemno. Ruszyłem za nią.
-Julia! Julia gdzie jesteś?!
Usłyszałem cichy płacz poszedłem za nim i zobaczyłem Julię siedziała pod drzewem.. Podszedłem do niej i usiadłem obok. Objąłem ja ramieniem, a ona się przytuliła.
-To co ona mówiła to nie prawda nie wykorzystuje cię zależy mi na tobie bardzo chociaż możne tego nie widać.
-Wiem, że to nie prawda bo to ja pierwszy cię zaczepiłem i mi też na tobie zależy.
-Naprawdę?
-Tak.
Popatrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami przybliżyłem się do niej i złączyłem nasze usta. Poczułem jak cały świat znika i zostajemy tylko my. Ja i ona i nic więcej.
-Kocham cię. - wyszeptałem.
-Ja ciebie też. - odpowiedziała.

piątek, 24 maja 2013

"Tak jesteś dla mnie ważna osobą."

Hej jestem Harry. Tak ten Harry Styles z One Direction. Wiecie kocham to co robię i za każdym razem gdy widzę fankę mam ochotę ją przytulić bo to przez nie jesteśmy na szczycie. I jeszcze jeden plus który mnie spotkał i to chyba największy, Louis Tomlinson ten cudowny chłopak o niebieskich oczach! Tak dla mnie Larry jest prawdziwy, ale dla niego jestem na 99.9% pewny, że nie, a szkoda... teraz mamy próbę w Londynie bo wylatujemy do Dublina w trasę Take Me Home jestem bardzo podekscytowany. Właśnie mamy przerwę i chcemy chwile odpocząć.
Chwyciłem do ręki butelkę wody i podszedłem do kanapy na której siedzieli wszyscy. 
Nie było już miejsca jak zwykle mogli by zrobić większą tą kanapę. Grrr.
-Louisssss... - przeciągnąłem ostatnią literę.
-Siadaj. - poklepał swoje kolana. On zawsze mnie rozumie. Usiadłem na jego kolanach. Rozmawialiśmy cały czas.
-Znów Dublin panowie i znów zwariowani fani tak jak Niall. - westchnął Louis.
-Ej ja tutaj jestem! - oburzył się Niall.
-Oj wiesz, że tylko żartuję... szaleńcu.
-Tak i te fanki krzyczące Larry, Larry! - pisnął teatralnie.
-I te wszystkie koszulki z napisem Larry is real. Kocham nasze fanki, ale kiedy one zrozumieją, że nie jesteśmy razem? - zapytał Louis.
-Sami to zaczęliśmy.
-No masz rację.
Rozmawialiśmy dalej. W pewnej chwili ze zmęczenia oparłem głowę o prawą pierś Louis'a. Słyszałem jak bije mu serce. Bum bum bum. Rytmiczne tak jak on. Przyszedł Paul i coś tłumaczył, ale go nie słuchałem Louis mi później powie. Zamknąłem oczy.
-Harry! Harry! - Louis potrząsał moim ramieniem bym się ocknął.
-Hmmm?
-Paul powiedział, że coś rąbli z pokojami i chłopaki biorą trzyosobowy, a my dwu jasne?
-Yhym. - znów zamknąłem oczy. Hej chwila co on powiedział? - Czekaj, że co? Mamy razem spać w pokoju?
-Jak nie chcesz to wezmę Niall'a...
-Nie, nie o to chodzi, ale że na jednym łóżku?
-Tak Harry jest łóżko małżeńskie.
-O no to spoko.
Zaśmiał się cicho.
Czy on powiedział, że będziemy spać razem w jednym łóżku? Razem? Boże nie wierzę! W końcu!
Pojechaliśmy do domu się spakować. Włożyłem kilka ubrań do torby i ruszyliśmy na lotnisko. Samolot już na nas czekał byłem strasznie zmęczony weszliśmy do środka usiadłem obok Niall'a i użyczyłem sobie go jako poduszki i zasnąłem na jego ramieniu.
-Harry! Harry! - obudził mnie jakiś głos otworzyłem, przetarłem oczy i zobaczyłem Louis'a stojącego nade mną. - Wstawaj Harry dolecieliśmy.
-O już? A tak dobrze mi się spało.
Cały czas byłem zaspany i chciało mi się strasznie spać. Dojechaliśmy do hotelu. pewnie wyglądam teraz jak naćpany i nawet trochę się tak czuję.
-Tutaj macie klucze i żadnych wygłupów jasne? - zapytał Paul.
-Dobra nie gadaj tyle tylko dawaj te klucze. - podał mi klucz do naszego pokoju.
Ruszyłem w stronę naszego pokoju. Chciałem trafić kluczem do zamka, ale nie potrafiłem cały obraz mi się rozmazywał.
-Daj to. - Louis chwycił ode mnie klucz i otworzył drzwi. - Harry ile ty spałeś tej nocy?
-Nie wiem z 3 godziny. - wymamrotałem.
-3 godziny Harry oszalałeś? Chodź. - chwycił mnie za łokieć i zaprowadził do środka.
-Louis.
-Tak?
-Dzięki.
Podprowadził mnie do łóżka i położył na nim. Zdjął ze mnie spodnie buty i koszulkę i przykrył kocem. Patrzyłem na niego. Zaraz położył się obok. Przysnąłem się do niego i objąłem za brzuch.
-Harry masz zimne ręce!
-Przepraszam.
Wtuliłem się w niego i zasnąłem.
Obudziłem się wypoczęty jak nigdy Louis'a już nie było. Rozejrzałem się po pokoju, ale jego nigdzie nie ma. Nagle drzwi od łazienki się otworzyła, a przez nie wszedł Louis cały mokry z ręcznikiem na biodrach.
-No cześć śpiochu. - przywitał się uśmiechając.
-Hej Lou.
-Wyspałeś się?
-Tak i to bardzo. A ty? - zapytałem podnosząc się na łokciach.
-Poza tym, że twoje ręce były okropnie zimne to okej.
Wstałem i otrząsnąłem się. Louis grzebał w szafce szukając jakiegoś ubrania nie mogłem się powstrzymać i podszedłem do niego i klepnąłem go w pośladki natychmiast się odwrócił przełożył rękę obok mojego boku i chwycił mnie za pośladki.
-O Lou wyćwiczyłeś refleks.
-Przy tobie inaczej się nie da Harreh. - puścił mi oczko.
-Wiem Lou.
-Może zrobimy niespodziankę naszym fanom i wyjdziemy do nich?
-Świetny pomysł.
-No to się ubieraj i idziemy.
-Okej.
Pobiegłem do toalety wziąłem prysznic wysuszyłem włosy, ale oczywiście znów zapomniałem ubrania normalne, a Lou nie będzie miał nic przeciwko jak tak wyjdę. Wyszedłem do naszego pokoju.
-Harry miałeś się ubrać, a nie rozebrać.
-To możne mi pomożesz? - zapytałem poruszając wymownie brwiami.
-Tobie tylko jedno w głowie i nie ważne z kim. Dobra Harry streszczaj się.
-No okej.
Chwyciłem ubrania i zacząłem je na siebie wkładać. Louis cały czas się na mnie patrzył.
-Louis gapisz się na mnie.
-Co? Nieprawda.
-Prawda. Patrzysz się na mnie jak jestem nagi.
-Nie prawda! - podniósł głos.
-Zawsze podnosisz głos jak się denerwujesz.
-Nie patrzę się na ciebie kurde!
-Patrzysz i nie zaprzeczaj bo widzę ślepy nie jestem.
-Skończyłeś?
-A wyglądam, jeszcze dobrze spodni nie założyłem.
Dokończyłem ubieranie spodni i sięgnąłem po koszulkę.
-Louis przestań się na mnie gapić.
-Nie gapie się na ciebie!
-Gapisz!
-A to moja wina, że masz takie mięśnie? Weź zbrzydnij, zgrubnij to się nie będę patrzył.
-Ha czyli, że się patrzysz.
-Ty też się na mnie gapisz i co nie wypominam ci tego!
-Ale to jestem ja, ja się na wszystkich gapię.
-Tylko, że na mnie się 2 godziny potrafisz gapić.
-Co się na kumpla pogapić nie mogę?
-Mógłbym ci zadać to samo pytanie. Ruszaj tyłek idziemy.
Wyszliśmy z pokoju, a następnie na zewnątrz fanki od razu zaczęły piszczeć, ale uciszyliśmy je.
-Hej wszystkim ja i Louis postanowiliśmy trochę z wami porozmawiać każdy będzie mógł zadać pytanie nie pominiemy nikogo obiecuję tylko proszę nie piszcie.
-Tak Harry ma racje nie piszcie bo my cierpimy.
Odeszliśmy kawałem od drzwi i usiedliśmy na ławce wokół nas było pełno fanek, ale nie piszczały usiadły w kółku wokół nas i zaczęły zadawać pytania. Siedzieliśmy tak dobre 3 godziny odpowiadając.
-Fajna koszulka. - Louis wskazał dziewczynę w tłumie ona wyprostowała się i zobaczyłem koszulkę którą kiedyś miałem. "Harry <3 Louis" - Czyżby fanka Larry'ego?
-Tak. I chcę się zapytać czy Larry jest prawdziwy?
Popatrzyliśmy z Louis'em w tym samym momencie na siebie.
-Wiesz mówimy wam w sekrecie bo modest nam nie pozwala, ale tak jesteśmy razem.
-Harry czubku nie słuchajcie go nie jesteśmy razem pewnie zaraz to obiegnie internet, ale to nie prawda.
-Louis czemu ukrywasz naszą miłość? Kto się dzisiaj na mnie gapił jak się ubierałem co?
-Harry zamknij się baranie! - zaczął się śmiać i rzucił się na mnie.
-Złaź ze mnie fanki patrzą muszę być piękny bo zdjęcia będą.
-Jaki materialista.
-Coś ty powiedział ja materialista? O nie nie daruje ci tego!
Tym razem ja rzuciłem się na niego.
-Harry czubie złaź ze mnie! A pomocy on chce mnie zgwałcić!
-O nie przegiąłeś!
Położyłem się na nim całym ciałem przez co spadliśmy z ławki.
-Ała Harry!
-Mnie też boli!
-Serio? Wylądowałeś na mnie! Robisz mi dzisiaj masaż.
-Okej.
-A teraz zejdź ze mnie bo coś mi się w plecy wbija!
Pomogłem mu wstać o to będzie hit internetu jestem tego pewny.
-Okej my już musimy iść Louis trzeba to zanotować pierwsze fanki które nie krzyczały na pewno was nie zapomnimy.
-Zgadzam się.
-To do zobaczenia jutro na koncercie Pa wszystkim!
Weszliśmy do hotelu a następnie poszliśmy do pokoju.

-No to za chwile macie być. - odezwał się Niall.
-No okej zaraz przyjdziemy. - odpowiedziałem.
Weszliśmy z Louis'em do naszego pokoju. Przebrałem się w luźne dresy, a Lou zrobił to samo. Skierowaliśmy się do pokoju Niall'a, Liam'a i Zayn'a. Weszliśmy i usiedliśmy przed telewizorem.
-Możemy oglądnąć Faceci w czerni. - zaproponował Zayn.
-No okej.
Rozsiedliśmy się z Louis'em wygodnie i zaczęliśmy oglądać film. Oczywiscie nie obyło się bez alkoholu.
Po skończonym filmie zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim jak zwykle.
-Nie chce was martwić, ale jest 3 w nocy przydałoby się iść spać. - zawsze Liam musi strącić się z czymś mądrym.
-Ehhh no dobra idziemy. - wystałem i podszedłem do drzwi. - Louis idziesz? Bo później cię nie wpuszczę.
-Idę, idę czekaj! - zawołał za mną. - Cześć chłopaki, ale nie chcę spać pod drzwiami nara!
Krzyknął i podbiegł do mnie.
-Możemy iść.
Poszliśmy do siebie. Alkohol kompletnie namącił mi w głowie. Zamknąłem ze nami drzwi. Louis szedł przede mną. Chwyciłem go za tyłek on szybko się odwrócił tak, że stał kilka centymetrów ode mnie. Chwyciłem go w pasie dwoma rękami i przyciągnąłem do siebie. Popchnąłem go na ścianę. Przybliżyłem swoją twarz do jego i złączyłem nasze wargi w pocałunku. Rozchyliłem delikatnie usta i musnąłem językiem jego dolną wargę. Nie dał mi dostępu wiec trzeba inaczej działać. Naparłem swoim ciałem na niego przygniatając go bardziej, a swoją nogę wkładając pomiędzy jego nogi. Przycisnąłem go bardziej dopiero teraz rozchylił lekko usta co wykorzystałem i nasze języki zaczęły bitwę. Uniosłem go nad ziemię, a on oplótł nogami moje biodra nie przerywając pocałunku. Wolnym krokiem podszedłem do łóżka i położyliśmy się na nim. Moje ręka automatycznie wpełzła pod jego koszulkę podwijając ją do góry chwyciłem ją dwoma rękami i odrywając się tylko na chwilę ściągnąłem jago koszulkę. Nie chciał pozostać mi dłuży i także siłował się z moją koszulką tylko wychodziło mu to znacznie gorzej więc szybko sam zdjąłem ją z siebie. Znów złączyłem nasze usta, ale nie na długo. Oderwałem się od niego i popatrzyłem na niego.
-Louis kocham cię i zawsze kochałem.
-Ja ciebie też Harry.
-Naprawdę?
-Tak jesteś dla mnie ważna osobą.
-Ty dla mnie też Lou.
-Harry.
-Co?
-Nie mogę oddychać. - wyszeptał.
-Przepraszam.
Zszedłem z niego i położyłem się obok nie byłem pewny co teraz zrobić, ale poczułem, że łapie mnie za rękę więc od razu mogłem się czuć swobodnie. Przytuliłem się do niego z całej siły i zasnąłem.
**********************************************
Jestem na siebie zła za ten imagin bo jest bardzo krótki a chciałam dłóższy i to jest najdłuższy imagin jaki w życiu pisałam ej 2 miesiące go pisałam! Kurcze rekord :D No ale jest :D